Wołowiec z Siwej Polany – przez Grzesia i Rakoń

Witajcie,

Dziś  relacja z Tatr Zachodnich, a dokładniej z  wejścia na Wołowiec, który dumnie i majestatycznie wznosi się nad Doliną Chochołowską ukazując swoją potęgę. Zapraszam więc na wspólną wędrówkę i życzę przyjemnej lektury ;). Opis wzbogaciłam dodatkowo o 15 minutowy film z trasy.
Tegoroczny sezon na górskie wędrówki  zaczął się dla nas 2 kwietnia kiedy to udaliśmy się na jeszcze zimową ale już nieco wiosenną Babią Górę w Beskidzie Żywieckim. Relację z wyprawy przeczytacie TUTAJ.
Jako, że realizujemy projekt Tatrzańskie Dwutysięczniki tym razem postanowiliśmy zdobyć kolejny do kolekcji i zawitać w Tatry. Wypad na Wołowiec przez Grzesia i Rakoń zaplanowany był już na ubiegłoroczne wakacje podczas naszego pobytu w Tatrach. Niestety nie wystarczyło już czasu i sił aby plany wprowadzić w życie. Nadszedł więc odpowiedni czas aby naprawić zaniedbania i nadrobić zaległości ;).
Przebieg trasy:  Siwa Polana, Witów (parking) – Starorobociańska Dolina – Polana Trzydniówka – Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej – Odejście na Bobrowiecką Przełęcz – Grześ – Rakoń – Wołowiec – Pod Wołowcem – Wyżnia Dolina Chochołowska – Polana Chochołowska – Polana Trzydniówka – Starorobociańska Dolina – Siwa Polana, Witów (parking)

Długość trasy: 26,42 km,   Czas przejścia: 9:20 h, Przewyższenie: 1350 m
Źródło: mapa-turystyczna.pl

 

Źródło: mapa-turystyczna.pl
Niedziela 28 maja zgodnie z prognozami miała być piękna, słoneczna i bezchmurna i taka też była. Nie przewidywano o dziwo żadnej burzy na to słoneczne popołudnie.
Jak zwykle standardowo utarty schemat: pakowanie w sobotę wieczorem, pobudka o 3:00 nad ranem i wyjazd o godzinie 4:00.
I tu małe zaskoczenie, gdyż tego dnia nie wędrowaliśmy sami. Towarzyszyli nam Janusz i Tomek, których zgarniamy po drodze. Pozdrawiamy serdecznie współtowarzyszy wędrówki :).
Naszym punktem startu był parking Siwa Polana, Witów, do którego docieramy o godzinie 6:40. Poranny dojazd upłynął nam sprawnie i szybko. Zakopianka była pusta – rzadkie zjawisko :).

Jadąc główną drogą skręcamy w prawo zgodnie z drogowskazem w kierunku  Doliny Chochołowskiej. Nie zatrzymujemy się na pierwszym z brzegu parkingu – jedziemy aż pod budkę gdzie sprzedawane są bilety wstępu do parku. Był to bodajże trzeci lub czwarty parking po drodze (w każdym bądź razie ostatni) gdzie opłata za całodniowy postój samochodu osobowego wynosi 10 zł. Na poprzednich kasują 20 zł. |Mimo że jeszcze nie ma nawet 7:00 pan z kasą fiskalną wyskakuje jak kozica zza drzewa przy wjeździe na parking ;).

Parking – Siwa Polana/Witów

Parkujemy naszą maszynę, wskakujemy  w trekkingi  i ruszamy przed siebie.

Oczywiście wcześniej kupujemy bilety wstępu do Doliny Chochołowskiej ( 5 zł/os. normalny/ 2,50 zł ulgowy).

Wejście do Doliny Chochołowskiej / Nasz punkt startu

Na szlaku dogania nas turysta – Anglik mieszkający w Krakowie który przyjechał pobiegać. Zamieniamy z nim kilka zdań zaspokajając jego ciekawość gdzie się udajemy po czym on nas odbiega a my maszerujemy każdy własnym równym tempem.

Początek trasy – sukcesywnie do celu

Od Polany Chochołowskiej dzieli nas dobre 2 godziny zielonym szlakiem, który prowadzi nas kolejno przez Polanę Huciska, Dolinę Dudową, Starorobociańską Dolinę i Polanę Trzydniówka docierając do Polany Chochołowskiej.

Od razu po wejściu na szlak naszym oczom w oddali ukazuje się tajemniczy i potężny Wołowiec górujący nad Polaną Chochołowską. I pomyśleć, że trzeba się będzie nieźle namęczyć żeby się na niego wyskrobać.
Aż do Polany Huciska szlak wiedzie nas nudnawą asfaltową drogą. Od razu przypomina mi się czerwony szlak nad Morskie Oko, za którym niezbyt przepadam. Nie lubię wyasfaltowanych szlaków. Dalej wędrujemy już płaską szutrową ścieżką, a następnie kamiennym „chodniczkiem”.
Polana Huciska

 

Chochołowski Potok

W Dolinie Dudowej można odbić w lewo na czarny szlak prowadzący do Doliny Kościeliskiej.

Ze Starorobociańskiej Doliny z kolei możecie udać się czarnym szlakiem na Siwą Przełęcz lub żółtym na Iwanicką Przełęcz (skąd dalej można kontynuować wędrówkę na Ornak lub do Schroniska na Hali Ornak). My podążamy wytrwale w kierunku Polany Chochołowskiej.
Pamiątkowe na szlaku

 

W stronę polany…

 

Kamienny chodniczek – a Polana Chochołowska tuż tuż

I jest ! Po dwóch godzinach marszu naszym oczom ukazują się cudne zabytkowe chatki na cudnej, zielonej Polanie Chochołowskiej a nad nią ON – Jego Wysokość WOŁOWIEC – nasz dzisiejszy cel. Już wtedy wiedziałam, że nie będzie łatwo. Na szczytach widać jeszcze resztki zalegającego śniegu.

 

Na Polanie kierujemy się 5 minut czarnym szlakiem w kierunki Kaplicy św. Jana Chrzciciela, w której odbywają się Msze Święte w niedziele o godzinie 13:00. Szlak biegnie wśród zielonych traw po wygodnej ścieżce zamieniającej się pod koniec w stopnie.

 

 

Czarny szlak do Kaplicy św. Jana Chrzciciela

 

WOŁOWIEC nad Polaną Chochołowską

 

I jeszcze raz nasz cel nad Polaną Chochołowską widziany z czarnego szlaku

 

Do Kaplicy / szlak czarny

Po 5 minutach docieramy do Kaplicy. Wokół znajdują się wygodne ławeczki gdzie można usiąść i podziwiać okoliczne widoki i całą Polanę. Tak też czynimy i pałaszujemy zasłużone kolejne śniadanie.

Kaplica Św. Jana Chrzciciela na Polanie Chochołowskiej

 

Ławeczki obok kaplicy na Polanie Chochołowskiej i te widoki… WOW !

 

Pamiątkowe na Polanie z Wołowcem w tle między innymi 🙂

Spod kapliczki już tylko kilka kroków dzieli nas od Schroniska na Polanie Chochołowskiej znajdującego się na wysokości 1 148 m n.p.m. Przypomina mi ono schronisko Murowaniec na Hali Gąsienicowej. Jest od niego nieco mniejsze ale wcale nie mniej urokliwe.

Widać już schronisko…

 

Schronisko na Polanie Chochołowskiej 1 148 m n.p.m.

 

Na Wołowiec od Schroniska czeka nas jeszcze 3 h 15 min drogi. Ruszamy więc w kierunku Grzesia żółtym szlakiem na którym zgodnie ze szlakowskazem będziemy za jakieś półtorej godziny.
Podejście na Grzesia aż do rozdroża szlaków przy Bobrowieckiej Przełęczy jest dosyć błotniste. Nie ma jednak tragedii, powoli największe błoto można było obejść. Szlak z czasem zmienia się z błotnistej ścieżki w miks kamieni, błota i potoczku płynącego środkiem.  Pniemy się więc po tym wszystkim ciągle w górę (jak miło). Zaczynamy dosyć szybko nabierać wysokości. Samo podejście jest już dużo bardziej męczące niż spacer Doliną, którą mamy już za sobą. Czujemy nóżki Drodzy Państwo :).
Takie tam błotko na podejściu na Grzesia

 

Żółty szlak na Grzesia
Kamienie na podejściu na Grzesia

 

Gdzie strumyk płynie z wolna… 🙂
Docieramy do rozdroża szlaków. Wszyscy razem postanawiamy udać się niebieskim szlakiem na Bobrowiecką Przełęcz, od której dzieli nas 5 minut marszu po wygodnych stopniach bez większego wysiłku.

 

Szlak niebieski na Bobrowiecką Przełęcz (widok za nami).

 

Bobrowiecka Przełęcz (słow. Bobrovecké sedlo) 1 356 m n.p.m.
Z Przełęczy można udać się na stronę słowacką wędrując niebieskim szlakiem przez Bobrowiecką dolinę.
My jednak musimy kierować się zgodnie z planem na Grzesia. I tu niespodziewanie udaliśmy się na Grzesia jakby to powiedzieć nielegalnie ? Nielegalnym szlakiem ? Może lepiej to zabrzmi jeśli napiszę szlakiem którego już aktualnie nie ma ? : niebieskim z Bobrowieckiej Przełęczy.
Moja mapa pokazywała mi niebieski szlak od Przełęczy wzdłuż granicy polsko-slowackiej aż do Grzesia. Szlak niebieski miał w połowie drogi połączyć się ze szlakiem żółtym.
Po kilku metrach zorientowałam się od razu, że jednak chyba nie tędy droga i coś jest nie tak. Należało zawrócić z powrotem do rozdroża i udać się żółtym szlakiem na Grzesia. Nie było żadnego znakowania pokazującego że jest to szlak niebieski na Grzesia, w tle między drzewami wyrastały jedynie słupki graniczne. Dodatkowo na drzewie dostrzegłam tabliczkę z zakazem wstępu. Zanim zdołałam jednak powiedzieć, że zawracamy i idziemy na dół najmłodszy z wędrowców zniknął mi z pola widzenia, a po chwili wdrapywał się już na kolejne kamienne stopnie coraz to wyżej i wyżej. Nie było wyjścia, zostałam na samym końcu jak szara mysz. Pomyślałam trudno, raz kozie śmierć (albo kozicy 😉 ). Skoro mapa pokazuje że dojdziemy do żółtego szlaku na Grzesia idąc wzdłuż granicy trzeba jej zaufać. Najwyżej wyrośnie mi dwu metrowy głaz na drodze i trzeba będzie zawrócić. No i zaczęło się…
Szlak wiódł po dużych głazach, cały czas bardzo stromo do góry wśród lasu. Nie przesadzę jeśli napiszę, że nie było widać dokąd tak naprawdę idziemy. Z dołu nie wyglądało to kolorowo.
Na głazach i drzewach można było dostrzec stare znakowania niebieskiego szlaku, które były już prawie w całości starte. Trzeba było się dobrze rozglądać żeby znaleźć kolejne dawne oznaczenia.
Nielegalną trasą w górę…

 

Pas przygraniczny
W końcu po kilkunastu minutach stromego wspinania po głazach zaczęło być widać światełko w tunelu. W przenośni i dosłownie. Nie był to jednak koniec niespodzianek. Na naszej drodze wyrosła bardzo gęsta i niska kosodrzewina, pod którą momentami trzeba było przechodzić wręcz… na czworaka :). W duchu pomyślałam tylko: Po jakiego czorta było mi to potrzebne ? Nie można było pójść żółtym szlakiem jak człowiek ?
Przedzierając się przez chaszcze

 

Chwyt poniżej pasa…

 

Po tym podejściu znienawidziłam kosodrzewinę z wzajemnością 🙂
Jednak si udaje. Jakimś cudem docieramy do żółtego szlaku. Jeszcze kawałek wśród kosodrzewiny i jesteśmy na ostatniej prostej na Grzesia. Wędrujemy podziwiając okoliczne panoramy w tym pięknym słonecznym dniu.
Panorama na Starorobociański Wierch

 

Po lewej widać Rakoń, po prawej Tatry Słowackie

 

Ostatnie podejście na Grzesia
Z Grzesia mamy godzinę z haczykiem aby dostać się na Rakoń. Na Wołowiec 1 h 40 min. Ale na razie robimy sobie kolejną dłuższą przerwę, wcinamy nasze plecakowe zapasy i zachwycamy się panoramą z Grzesia na okoliczna szczyty.

 

Grześ  1 653 m n.p.m.

 

Krzyż na Grzesiu

 

Zdjęcie z Grzesiem musi być 🙂
Odpoczynek zaliczony. Ruszamy więc dalej w kierunku Rakonia niebieskim szlakiem. Początkowo schodzimy łagodnie w dół z Grzesia. Szlak prowadzi łagodną wypłaszczoną ścieżką bez utrudnień tzw. Długim Upłazem. Trasa nie jest również zbyt męcząca.  Idziemy raz otwartym terenem raz wśród kosodrzewiny. Na szlaku zalegały miejscami resztki śniegu. Dopiero ostatnie metry to krótkie podejście na Rakoń. Wokół roztaczają się przepiękne widoki. Szczególnie potężnie prezentuje się Wołowiec. Oceńcie sami.
Tatry Słowackie w tle

 

Po prawej Rakoń, na wprost Wołowiec

 

Starorobociański Wierch od lewej

 

 

 

Małe bajorko 😉

 

W dole widać Polanę Chochołowską

 

Moi współtowarzysze. Od lewej: Janusz, Tomek i Wojtek

 

Uparcie na Rakoń

 

Resztki zalegającego śniegu. Po lewej Wołowiec.

 

Ostatnie metry. Na wprost Rakoń a po lewej nasz kolejny cel Wołowiec.
Jesteśmy. Kolejny etap naszej wędrówki zaliczony. Stajemy na szczycie Rakonia na wysokości 1 879 m n.p.m.

 

Zdjęcie na Rokoniu z Wołowcem w tle – bezcenne ;P
Rakoń 1 879 m n.p.m.
Z Rakonia przepięknie prezentują się Wołowiec, Tatry Słowackie i Dolina Rohacka na tle której również mamy pamiątkowe zdjęcie.  Jak na dłoni możemy podziwiać czerwony szlak od Rohaczy do Banikowskiej Przełęczy – części tzw. Orlej Perci Tatr Zachodnich porównywanej trudnością właśnie do polskiej Orlej Perci. Dopiero z tego miejsca można się przekonać że ten Wołowiec to nie taka byle jaka góreczka jak na początku się nam wydawało :).
W tle Orla Perć Tatr Zachodnich

 

Rohacka Dolina

 

Rozpoczynamy ostatnie ale za to dosyć długie i męczące podejście na Wołowiec. Po podejściu na Grzesia po kamieniach cały czas bardzo stromo pod górę nogi trochę odmówiły mi posłuszeństwa. Zaczęłam mocno odczuwać kolana. Nie daliśmy jednak za wygraną. Nie można poddać się przecież  POD SZCZYTEM 😉 kiedy wygrana jest tak blisko :).
Wołowiec

 

Wołowiec

 

Widok za nami z podejścia na Wołowiec

 

Podejście na Wołowiec

 

Na Wołowiec po zwycięstwo…

 

Szczyt już bliski …

 

Ostatni śnieg pod Wołowcem
Był wysiłek jest nagroda – przepiękne panoramy na Tatry Wysokie, pozostałe szczyty Tatr Zachodnich i one.. ROHACZE. Ten widok zapamiętam na długo. Pięknie wznoszący się m.in. Rohacz Ostry, który mnie zachwycił. Kiedyś na pewno się na nie wybierzemy. A teraz jesteśmy na Wołowcu na wysokości 2 063 m n.p.m. Kolejny dwutysięcznik do kolekcji. Delektujemy się tą chwilą odpoczywając na szczycie, na którym jest baaaardzo dużo miejsca. Można wyłożyć się plackiem w dowolnym miejscu, uciąć sobie komara lub pospacerować podziwiając widoki.
My na Wołowcu  😉

 

Ach te Rohacze…

 

Tatry Zachodnie. W stronę Starorobociańskiego Wierchu.

 

Panorama na Tatry Wysokie
Po dłuższym pobycie na szczycie (jak zrymowałam) musimy zejść z Wołowca do skrzyżowania szlaku niebieskiego z zielonym. Do Polany Chochołowskiej schodzimy bowiem przez Wyżnią Dolinę Chochołowską. Początkowo szlak zielony sprawił nam troszkę problemów a wszystko przez zalegający śnieg. Kijki jednak okazały się znów bardzo pomocne. Najstromszy odcinek musimy zejść po trawie obok właściwego szlaku. nie mieliśmy raczków więc nie chcieliśmy ryzykować utraty zębów i przejażdżki życia na czterech literach.
Zejście po trawie okazało się jednak bardzo ciężkie szczególnie dla kolan i kostek. Przynajmniej dla mnie. Dosyć dotkliwie je odczułam.
Podczas zejścia napotkaliśmy świstaczka spaślaczka który niesfornie skakał wśród traw 🙂 Zobaczycie go na filmie bo nie udało mi się go już uchwycić na zdjęciu.
Zejście z Wołowca

 

Zielony szlak

 

Trochę śnieżku

 

Małe utrudnienie

 

Zejście po trawie obok szlaku

 

Szlak zielony

 

Za nami…
Mały odcinek szlaku musieliśmy pokonać w śniegu. Nie przysporzył nam wielkich trudności. Jakikolwiek sprzęt zimowy  nie jest tam już potrzebny.

Dalszy szlak do Polany wiódł raz wśród kosodrzewiny, raz lasem. Wokół mijamy płynące potoczki. Udało się nam odnaleźć nawet oznaki wiosny.

 

Oznaki wiosny 🙂

 

Wzdłuż potoczku

 

Po dosyć ciężkim dla naszych nóg zejściu docieramy powoli do Polany Chochołowskiej. Aktualnie trwa zrywka i wywóz drzewa więc po każdej stronie mijamy stosy ściętych pni.

 

Wołowiec za naszymi plecami

 

Polana Chochołowska

 

 

Ostatnie spojrzenie na Wołowiec
Do Polany Huciska docieramy na własnych nogach przed godziną 17:00. Z Polany na parking pozostało jakieś 40 minut marszu. Nogi jednak odmówiły mi nieco posłuszeństwa a poza tym nie ma nic ciekawego w ponownej wędrówce asfaltem. Decydujemy się więc na przejazd ciuchcią, być może i dla niektórych obciachową ale za jedyne 5 zł od osoby, która podwozi nas pod sam parking.

 

Ciuchcia 🙂
I tak kończy się nasza wędrówka. Kolejne 3 godziny spędziliśmy w samochodzie i korkach na Zakopiance.
A teraz zapraszam Was na film z przejścia trasy na nasz kanał na YouTube.


Jeśli przebrnęliście przez cały post jest mi niezmiernie miło. Do zobaczenia na szlaku 😉

Zapraszam do całej galerii z trasy na nasz Facebookowy profil tutaj.

 

Punktacja do książeczki GOT

 

E.M.
najnowszy najstarszy oceniany
Anonimowy
Gość

Dzień Dobry,
dwie uwagi:
Schronisko w Dolinie Ch jest wieksze niż Murowaniec(odwrotnie niż Pani pisze), a parkingi przed głównym parkingiem są tańsze – 2 razy parkowałem za darmo bo obsługi brak, raz wynegocjowałem 5 zł, nigdy więcej nie zapłaciłem niż 7zł (próbowałem na 2 różnych).

Anonimowy
Gość

Wrocili w beskid sądecki, ale fakt wspomnienia z dzieciństwa to ja mam 🙂

Anonimowy
Gość

Czyli u Dziadka jak jeszcze w Witowie mieszkał 🙂

Anonimowy
Gość

Gdzie we Witowie ma Pan inny parking niż ten tuż przy szlabanie? Chyba, że u kogoś na posesji lub przy knajpie… Mój dziadek przez wiele lat był parkingowym na Siwej Polanie i serio nie kojarzę innego parkingu (:

Anonimowy
Gość

Dopiero teraz odnalazlam Twój blog, ale na pewno bede zaglądać regularnie 🙂 Dzięki Twojemu opisowi wiem, że na Czerwone Wierchy nie bedę się pchać w ten urlop, może w kolejny. Mam pytanie o czas przejść i odpoczynku:
1. czy miescicie się w czasach przejść z drogowskazów?
2. przerwy robicie "na zawołanie" czy planujecie np. na 2 godziny marszu 30 minut przerwy?
Pozdrawiam serdecznie