Trzymiesięczny trening z codzienniefit.pl – miesiąc pierwszy EFEKTY

Pierwszy miesiąc treningów z planem treningowym Marty z codzienniefit.pl za mną. Jeśli nie czytaliście poprzedniego „startowego” postu dotyczącego budowania kondycji odsyłam Was TUTAJ.
Tymczasem dzisiaj przyszedł czas na podsumowanie pierwszego miesiąca zmagań z samą sobą oraz na ocenę efektywności treningów i poprawy kondycji.

Tydzień 1

Zawsze najgorsze są początki, zmotywowanie się i samozaparcie. Nie było jednak tak źle jak przypuszczałam. Pierwszy dzień – dwudziestominutowy marszobieg pozwolił na rozgrzanie mięśni nóg. Lekko je poczułam następnego dnia, ale nie były to jakieś duże zakwasy dzięki wcześniejszemu ruchowi m.in. jeździe na rowerze. Trening właściwy pozwolił się mocniej zmęczyć niż pierwszego dnia.  Myślałam początkowo że naprzemienny minutowy intensywny bieg z dwu i półminutową przerwą wiele nie zdziała, a jednak zmęczyłam się i to porządnie. Trzeci dzień z 30 minutowym marszobiegiem przebiegł w nieco płynniejszej formie jak pierwszy dzień treningu. Bieg był coraz dłuższy z częstym, ale za to coraz krótszym marszem.

Tydzień 2

Tydzień drugi treningów rozpoczęłam 25 minutowym marszobiegiem. W kolejnych dniach dopadła mnie nuda i deszcz który padał nieustannie. Nie chcąc jednak rezygnować z kolejnych dni treningu postanowiłam wplątać w mój plan treningowy drugi plan stworzony również przez Martę z codzcodzienniefit.pl a mianowicie poprawa kondycji w domu.
Ja wybrałam na początek wersję dla początkujących… masło maślane ale wiecie o co chodzi ;P
Plan ten wygląda jak poniżej:
Źródło: codzienniefit.pl
Linki do filmów na kanale YouTube (do każdego z powyższych treningów z osobna) znajdziecie na blogu Marty  TUTAJ.
Poniżej wrzucam Wam odnośnik do treningu FITBODY – i powiem Wam, że podeszłam do niego na luzie a jednak te 25 minut dało wycisk ;).

 

W kolejnym dniu zrealizowałam trening właściwy z drugiego tygodnia planu treningowego (marszobieg) za sprawą pięknej pogody.
Sobota przebiegła na odpoczynku a dokładniej na odpoczynku od ćwiczeń bo nie od pracy zawodowej (obowiązki wzywały).
Niedziela natomiast upłynęła na treningu w terenie. Odpuściłam sobie 30 minutowy marszobieg za sprawą tego że odbyłam 10 godzinną wędrówkę po Tatrach Zachodnich.
Za sprawą Wołowca dostałam takich zakwasów, że po schodach musiałam schodzić drugiego dnia po podtrzymując się barierki ale to tak poza nawiasem.
Przyznam się że przez mega zakwasy w nogach, tyłku i barkach od plecaka odpuściłam treningi aż do soboty dlatego przeciągnęłam ten miesiąc o jeden tydzień dłużej. Dopiero w sobotę postanowiłam znów podrasować kondycję z Martą w domu podczas prawie godzinnego treningu kolejnego z serii treningów na poprawę kondycji, o których pisałam.
Przez trening ten przebrnęłam nadzwyczaj dobrze. Oczywiście wylałam siódme poty ale obyło się bez większych przerw czy zadyszek. Po wszystkim postanowiłam się jeszcze porozciągać.

Tydzień 3

Poniedziałek jak to poniedziałek leniwy, ale zakończył się 30 minutowym marszobiegiem na rozgrzewkę. Wtorek upłynął na godzinnej przejażdżce rowerowej w ramach odpoczynku pomiędzy treningami.
Środa była dniem szlifowania kondycji w domu poprzez ćwiczenia na całe ciało. Trening poniżej.Po treningu właściwym obowiązkowo rozciąganie, które macie powyżej ^^^
Czwartek był dla mnie dniem wytchnienia przed piątkowym treningu tym razem rowerowym. W niezłym tempie pokonałam około 13 km. Sobota upłynęła na pracy.
W niedziele przeszliśmy samych siebie. Dlaczego ? 70 km przejechane rowerem w 4 godziny, średnie tempo 17-20 km/h, Wiślaną Trasa Rowerową. Było cudnie tylko kolana troszkę poczuły trasę. Ale czego nie robi się dla kondycji. Poniżej kilka zdjęć z naszej przejażdżki.

 

 

Wiślana Trasa Rowerowa Szczucin – Ujście Jezuickie

 

 

My nad Wisłą:)

 

Ujście Jezuickie: miejsce gdzie Dunajec wpada do Wisły, a jednocześnie kończy się ścieżka rowerowa w Małopolsce prowadząca od Szczucina

Tydzień 4

No cóż… co do czwartego tygodnia wiele rozpisywać się nie będę. W poniedziałek i wtorek oszczędzałam się ze względu na bolące nieco kolana po niedzielnej przebytej 70 km trasie rowerowej. W czwartek planowany był kondycyjny hardkor, a mianowicie 12 godzinna wędrówka po polskich Tatrach Zachodnich. Powiem tak – ta wędrówka zrekompensowała brak całotygodniowego treningu. Wystarczyły „zajęcia praktyczne” w terenie. Był to dla mnie kondycyjny killer, po którym do niedzieli leczyłam zakwasy nóg i ból kolan. Relacja z czwartkowego wypadu w Tatry tutaj.

Czwartkowe Tatry Zachodnie. Na zdjęciu: Czubik, Trzydniowiański, Starorobociańki, Kończysty Wierch
Dziś jest ok więc zaczynam piąty tydzień treningów i to ostro !

PODSUMOWANIE PIERWSZEGO MIESIĄCA

Zdaję sobie sprawę z tego, że budowanie kondycji jest procesem długotrwałym a efekty to indywidualna sprawa u każdego z osobna. U jednych mega efekty mogą pojawić się już po 2 tygodniach z kolei u innych po dłuższym czasie. A jak u mnie ? No cóż, nie stwierdzę że widzę jakieś zadziwiające efekty. Oczywiście poprawa jest. Jaka ? Od czasu rozpoczęcia treningów dwa razy byliśmy w Tatrach Zachodnich. Dużo lepiej zniosłam ostatnie podejścia w zachodnich niż trzy tygodnie wcześniej kiedy to nie mogłam wyskrobać się na Rakoń. Zauważyłam też, że czas regeneracji po całodniowej wędrówce jest znacznie szybszy. Po wypadzie na Wołowiec zakwasy miałam blisko do tygodnia. Po czwartkowym wyjeździe piątek i sobota był to czas małej męczarni. W niedzielę wróciłam już całkowicie do żywych.

WNIOSKI

Efekty widać, także kontynuuję treningi !
Kolejne efekty za miesiąc, powodzenia 🙂
E.M.