Relacje, Tatry Słowackie, Tatry Zachodnie

TATRY SŁOWACKIE: Granią od Banikowskiej Przełęczy do Brestowej – przez Pachoł, Spaloną i Salatyny

Lato i wakacje postanowiliśmy pożegnać w planowanych od dłuższego czasu zachodnich Tatrach Słowackich. Tym razem udało się wyrwać na weekendowy wypad ze znajomymi. Trochę tego lata moje tatrzańskie plany nie wypaliły ze względu na konieczność odwołania tygodniowego pobytu w Kościelisku w połowie sierpnia – ale cóż, life is brutal and full of zasadzka jak to mówią ;).
Kiedy więc pogoda postanowiła być nam przychylną wyruszyliśmy na tułaczkę wykorzystując być może jeden z ostatnich pogodnych i letnich weekendów. Ostatni tydzień sierpnia zafundował niespodziankę w postaci opadów śniegu w wyższych partiach Tatr. Na szczęście do naszego przyjazdu nie było już po nim śladu i mogliśmy śmiało ruszać na podbój kolejnych dwutysięczników.
AKCJE RATOWNICZE NA SŁOWACJI SĄ PŁATNE. PAMIĘTAJCIE O WYKUPIENIU UBEZPIECZENIA.

W sobotę padło na rozgrzewkę i aklimatyzację na Sarniej Skale (relacja tutaj). Niedziela miała być dniem, w którym pokonamy długo wyczekiwany i upragniony odcinek grani nazywanej często „Orlą percią Tatr Zachodnich”. Grań ta ciągnie się czerwonym szlakiem od Wołowca przez Rohacze, Trzy Kopy, Hrubą Kopę, Banówkę aż do Brestowej. My postanowiliśmy pokonać najdłuższy ale zarazem najłatwiejszy jej odcinek (4/5 gwiazdek) od Banikowskiej Przełęczy (słow. Baníkovské sedlo) do Brestowej (słow. Brestová).Średni czas przejścia trasy zgodnie z mapami to około 8 godzin, dystans to 15 km i 1422 m sumy podejść i zejść.

Źródło: mapa-turystyczna.pl


Trasa:
Parking Pod Spálenou – Adamcuľa – Pod Hrubou kopou – Baníkovské sedlo (Banikowska Przełęcz) 2045 m n.p.m. – Pachoľa (Pachoł) 2167 m n.p.m. –  Spálená (Spalona Kopa) 2083 m n.p.m. – Malý Salatín (Mały Salatyn) 2047 m n.p.m. – Salatin (Salatyński Wierch) 2048 m n.p.m. – Brestová (Brestowa) 1934 m n.p.m. – Predný Salatín – Pod Spálenou

Źródło: mapa-turystyczna.pl

Nasza przygoda rozpoczyna się na dużym parkingu w Dolinie Rohackiej pod Spaloną – car park Spalena/ Pod Spálenou. Docieramy do niego przed godziną 8:00 rano. Jest ogromny i prawie pusty. Wyobraźcie sobie jak o tej godzinie musi wyglądać parking w Palenicy Białczańskiej. Wita nas cisza, spokój, pogodne niebo i wznoszące się nad doliną szczyty należące do grani Rohaczy. Koszt parkingu to 3 euro za cały dzień.

Car park Spalena

Przechodzimy na drugą stronę parkingu, wchodzimy do lasu i kierujemy się 10 minut zielonym szlakiem do rozdroża Šindľovec.
Idziemy wygodną ścieżką, przechodząc przez drewniany pomost i pokonując kamienne leśne schodki
docieramy szybko do obranego celu.
Dochodzimy do schodków
Wychodzimy z lasu na wprost asfaltowej drogi, która jest początkiem czerwonego szlaku wiodącego przez Dolinę Rohacką. Rozpoczynamy jak na razie monotonny spacer do Adamculi – kolejnego punktu naszej wędrówki. Zgodnie ze znakami czeka nas 40 minutowy marsz. No więc nie ma na co czekać, ruszamy !
Wejście do Doliny Rohackiej
Szczyty wznoszące się nad Doliną Rohacką w oddali: Trzy Kopy i Hruba Kopa
Te 40 minut chyba jest nieco przesadzone, gdyż  nie całe pół godziny później stoimy już przed kolejnym wyborem. Przy Adamculi obieramy żółty kolor szlaku w kierunku Banikowskiej Przełęczy.
Od Rozstaju pod Przednim Zielonym (słow. Rázcestie pod Predným zeleným) dzieli nas godzinka wędrówki. Od Adamculi można pójść dalej czerwonym szlakiem w lewo do Bufetu Rohackiego (Tatliakowa chata) a dalej do Rohackich Stawów lub przez Smutną Dolinę na Smutne Sedlo.
Nasz dalszy etap wędrówki

Po jeszcze krótkiej wędrówce asfaltową drogą wchodzimy do Doliny Zielonej nazywanej zamiennie Doliną Spaloną i idziemy typową górską, leśną i kamienną ścieżką wznoszącą się powoli coraz mocniej ku górze. Lajcik się skończył. Po drodze mijamy Rohackie Wodospady – Niżni i Wyżni. Do tego drugiego należy odbić 2-3 minuty ze ścieżki. My jednak wędrujemy przed siebie pozostawiając wodospady na kolejny raz. W końcu musi być okazja zawitać tutaj ponownie. Dziś mamy zbyt ambitne plany, które musimy zrealizować.

Przez Dolinę Zieloną
Po około godzinnej dosyć mozolnej i męczącej wędrówce przez las wychodzimy z niego docierając do rozdroża szlaków (słow. Rázcestie pod Predným Zeleným)  na wysokość 1473 m n.p.m. gdzie robimy sobie zasłużoną przerwę na drugie śniadanie i krótki odpoczynek w cudownym górskim otoczeniu na klimatycznych ławeczkach. Ładujemy akumulatory w ostatnich letnich promieniach słońca przed ostatecznym podejściem na wysokość dwóch tysięcy metrów.
W takim miejscu każde śniadanie lepiej smakuje
Odpoczynek z widokami na grań Rohaczy

Turystów na szlaku zaczyna przybywać. Słowaków jest tutaj zdecydowanie więcej co nie jest dla nas zaskoczeniem.  Robimy jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć zerkamy na mapę i ruszamy dalej zółtym szlakiem w stronę Banikowskiej Przełęczy (słow. Baníkovské sedlo). Tej upragnionej. Tej która tak bardzo mnie ciekawi i siedzi w mojej głowie od kilku miesięcy. Szlak niebieski z kolei zaprowadziłby nas do Rohackich Stawów. Tam jeszcze zaglądniemy – obiecuję :). Idziemy bardzo przyjemną, niemal płaską ścieżką wśród traw i kwiatów. Przed nami dumnie wznoszą się szczyty do których zmierzamy.

Żółty szlak

Po około 20 minutach wita nas kolejny szlakowskaz na Rázcestie pod Hrubou kopou. Od tego miejsca szlak żółty i zielony biegną razem aż do samej Banikowskiej Przełęczy. Przed nami jeszcze półtorej godziny wędrówki zanim staniemy na dwóch tysiącach metrów.

Idziemy cały czas przez Dolinę Spaloną, która jest bocznym odgałęzieniem Doliny Rohackiej. Nie bez powodu Józef Nyka nazywa ją jednym z najpiękniejszych zakątków Tatr Zachodnich. Ku temu nie mamy najmniejszych wątpliwości.
Szlak wiedzie nas cały czas lekko pod górę wśród kosodrzewiny.

Ej ale „o co kaman” ? Nagle nadciągnęła niezbyt ciekawa chmura, z której zaczął padać deszcz. Przecież na dzisiaj nie zapowiadano żadnych opadów ! Wyciągamy kurtki, zakładamy pokrowce przeciwdeszczowe na plecaki i zastanawiając się co robić … przestaje ! Nie strasz, nie strasz… Z jednej strony  zdenerwowałam się,  że tyle wysiłku poszło na marne. Dokopanie się do kurtki stanowiło bowiem nie lada wyzwanie i chwilę czasu nam zajęło 🙂 ale z drugiej strony w duchu ucieszyłam się, że możemy spokojnie kontynuować naszą wędrówkę i realizować ambitne plany. Pakujemy więc wszystko powtórnie do plecaków i ruszamy dalej przed siebie.

Za nami: widok na Rohackie Stawy, Rakoń i Wołowiec w oddali
Takie kamyczki mijamy po drodze 🙂

Otoczenie sprawia, że człowiek czuje się niczym w Tatrach Wysokich – jest surowe i kamieniste. Całkowicie inne niż w naszych polskich Tatrach Zachodnich i ich zielonych zboczach mieniących się w promieniach słońca.

Wchodzimy na teren rozległego piarżyska. Po prawej stronie nad doliną podziwiamy szczyty Pachoła i Spalonej a po lewej Hrubej Kopy i Banówki.

Niczym w Tatrach Wysokich
Od lewej: Banówka, Banikowska Przełęcz, zbocza Pachoła po prawej
Tam idziemy – Banikowska Przełęcz

Końcowe podejście wiedzie zakosami ostro pod górę. Trzeba uważnie wypatrywać szlaku aby z niego nie zboczyć. Słowackie szlaki są bowiem o wiele gorzej oznaczone niż te po stronie polskiej. Wiele razy podczas tej wędrówki zastanawialiśmy się którędy pójść. Podchodząc na przełęcz znaleźliśmy się w niezbyt fajnym i mocno stromym terenie, gdzie w przypadku opadów można byłoby pojechać w dół. Po chwili udało się jednak ponownie wrócić na właściwą ścieżkę. Taki mały psikus ze strony kamyczków. Czasami dobrze jest zerknąć za siebie żeby złapać orientację w jaki sposób biegnie szlak.

Szlak przed nami
Szlak za nami – no i bądź tu człowieku mądry którędy biegnie szlak. Oznaczeń jak na lekarstwo ale trzeba sobie radzić.

Po około trzech godzinach od Adamculi stajemy na wysokości 2040 m n.p.m. na Banikowskiej Przełęczy. W końcu ! Teraz będzie tylko ciekawiej ;D.

My na przełęczy

Jesteśmy na grani. Pierwsze co poczuliśmy to przeszywający mocny wiatr. Wokół podziwiamy roztaczające się panoramy. Na Przełęczy znajduje się kilka ułożonych kamiennych „schronów” przed wiatrem, gdzie rozsiadamy się i pałaszujemy co nieco na wzmocnienie przed czekającą nas dalszą trasą.

Panorama w stronę Wyżniego i Pośredniego Przysłopu
Pachoł przed nami – nasz kolejny cel
Spalona Kopa ( słow. Spálená)
Banówka (słow. Banikov) wynoszący się nad Banikowską Przełęczą, za nią na lewo Hruba Kopa
Dolina Spalona widziana z Banikowskiej Przełęczy
Nasze miejsce odpoczynku

Rozpoczynamy podejście łatwą ścieżką na szczyt Pachoła, który stanowi zarazem najwyższy punkt całej naszej dzisiejszej wyprawy. Wiatr daje się mocno we znaki. Po kilkunastu minutach jesteśmy na wysokości 2167 m n.p.m. Doskonale widać stąd dalszą część trasy: grań Skrzyniarek, Salatyna i Brestową. Na Pachole nie ma tabliczki z wysokością i nazwą szczytu ale jest za to całkiem ciekawy metalowy (uwaga ! ruszający się !) krzyż.

Podejście na Pachoła
Wszyscy razem na szczycie – Pachoł 2167 m n.p.m. (słow. Pachol’a)

Poniżej prezentuję dla Was panoramy z Pachoła , jest co podziwiać 🙂

Panorama w stronę Siwego Wierchu
Ten odcinek dopiero przed nami – panorama w stronę Brestowej
Spalona w całej okazałości
Panorama w stronę Wołowca i Tatr Wysokich – w dole Dolina Spalona i Dolina Rohacka

Z Pachoła schodzimy nieco już innym, prawdziwie skalnym terenem. Po kilkunastu minutach jesteśmy na Spalonej Przełęczy – w najtrudniejszym miejscu na zejściu pomaga nam rozwieszony łańcuch. Przed nami dumnie wznosi się Spalona. Szlak robi na nas nie małe wrażenie, gdyż w ogóle nie czujemy się jak w Tatrach Zachodnich, gdzie de facto jesteśmy.

Zejście na Spaloną Przełęcz, przed nami Spalona
Mała gimnastyka na grani
Zabawę czas zacząć, biżuteria na szlaku
Zejście na Spaloną Przełęcz widziane z góry
Zejście na Spaloną Przełęcz widziane z dołu

Po pierwszych łańcuchowych przeszkodach pokonujemy kolejno fragment całkiem ciekawej,płaskiej, kamiennej płyty.

Skalna płyta na szlaku

Szlak czerwony biegnie dalej dosyć wąską granią na Spaloną. Sugerując się oznaczeniami na kamieniach w większości miejsc przebiega on mocno eksponowanym terenem samymi czubkami grani. W wielu miejscach, aż do Brestowej większe trudności można jednak obejść bez trudu wydeptanymi prostymi ścieżkami bez niepotrzebnej gimnastyki.
Co ważne przejście grani nie jest ciężkie kondycyjnie. Powiedziałabym, że dla mnie było to przejście czysto techniczne wymagające samozaparcia, braku lęku wysokości i obawy przed ekspozycją i skupienia. Świetne doświadczenie i obycie ze skałami oraz adrenalina gwarantowane ;).

Granią w stronę Spalonej
Mały kominek już za mną

Szczyt Spalonej zbudowany jest z kilku kulminacji. Przed samym głównym wierzchołkiem teren wypłaszcza się i porośnięty jest sitem skuciną. Jest to roślina, którą znajdziecie między innymi na Czerwonych Wierchach. Mowa o tych cudnych rudo-zielonych trawach jeśli nie wiadomo o co chodzi :).

Widok ze Spalonej na Banikowską Przełęcz i Pachoła
Druga kulminacja Spalonej / główny wierzchołek porośnięty Sitem skuciną

Jeśli ktoś uważa, że do tej pory było trudno to rozwieję jego wątpliwości. Jak na razie pryszczyk. Przed nami najbardziej emocjonujący etap wędrówki przez grań Skrzyniarek. Jest to odcinek rozciągający się od Spalonej Kopy do Zadniej Salatyńskiej Przełęczy, nazywanej zamiennie Przełęczą pod Dzwonem. Północne zbocza Skrzyniarek opadają stromo w niektórych miejscach przepaścistymi ścianami przy znacznej ekspozycji w stronę Doliny Zadniej Salatyńskiej.
Jej południowe zbocza wznoszą się z kolei nad Doliną Głęboką.
Wędrujemy skalistą granią przez mniejsze i większe turniczki. Momentami dwa punkty podparcia dobrze jest zmienić na cztery i wspomóc się rękami.

Kolejny kominek do pokonania widoczny z góry
Dolina Głęboka
Dolina Zadnia Salatyńska
Kolejne przeszkody
Wędrówka przez grań Skrzyniarek

W najtrudniejszym miejscu grani rozwieszony jest łańcuch. Idziemy przy znacznej ekspozycji w pobliżu przepaści. Warto zachować tutaj czujność i skupienie.
Wracając do łańcucha w tym miejscu w moim odczuciu nie został on do końca przemyślany. Jest dosyć długi i zamiast pomagać plącze się nieco pod nogami przez co przeszkadza. Wartałoby zamocować go nieco inaczej i skrócić. Ale czegoś trzeba się trzymać. Poniżej na zdjęciach przedstawiam Wam ten oto odcinek.

Grań Skrzyniarek w najbardziej eksponowanym terenie
Łańcuchy przed nami
Łańcuch za nami
Przydługawy łańcuch po którym schodzimy w dół
Ten sam łańcuch i zejście widziane z samego dołu
Grań skrzyniarek, widok za mną

Po około pół godziny od szczytu jesteśmy już na Zadniej Salatyńskiej Przełęczy. Dalsza droga nie zawiera już znacznych trudności co nie znaczy, że można stracić czujność. W każdej chwili można zboczyć ze szlaku i znaleźć się w trudnym eksponowanym terenie.

Łatwą ścieżką wędrujemy do kolejnego punktu na grani – Małego Salatyna. Swoją drogą znajduje się tutaj szlakowskaz z nieco mylącą nazwą Salatin i wysokością 2047 m n.p.m. Jest to zarazem rozdroże skąd zielonym szlakiem można udać się do Doliny Głębokiej.

Ostatnie graniowe trudności i widok na Małego Salatyna
Widoki za nami: na Spaloną i Pachoła
I Mały Salatyn jest nasz 🙂 Na drugim planie Siwy Wierch
Na Małym Salatynie 2047 m n.p.m.

Z Małego Salatyna wędrujemy dalej czerwonym szlakiem w kierunku Brestowej od której dzieli nas jedyne 45 minut. Po drodze przechodzimy jeszcze przez Pośrednią Salatyńską Przełęcz na kolejny dwutysięcznik a mianowicie Salatyński Wierch zwany Salatynem. Jest on ostatnim od zachodu tatrzańskim dwutysięcznikiem.

Podchodzimy na Salatyn
Mały Salatyn za nami

Wędrując na Salatyn znajdujemy się w terenie bogato porośniętym przez sito skucinę. Jest jak w bajce. Momentami można poczuć się jak na stepie ;). Ze skalnego terenu otoczenie zmienia się na iście zachodnie.

Widok na grzebień Przedniego Salatyna
Sito skucina i bajkowe otoczenie
Czuć i widać jesień

Z Salatyna (2048 m n.p.m.) schodzimy na Skrajną Salatyńską Przełęcz skąd rozpoczynamy dosyć ostre podejście pod nasz ostatni cel – Brestową. Nie napotkacie tutaj żadnych technicznych trudności. Przejście od Salatyna do Brestowej zajęło nam około godziny. Czas płynął szybko gdy podziwiało się wokół rozległe panoramy.

Ostatni cel – Brestowa
Salatyn za nami
Odpoczynek na Brestowej
Brestowa 1934 m n.p.m.
Cała ekipa na Brestowej

Z Brestowej można udać się dalej czerwonym szlakiem przez Małą Brestową i Zuberec na Siwy Wierch. My obieramy w tym miejscu szlak niebieski, którym kierujemy się grzebieniem Przedniego Salatyna na parking z którego rozpoczęliśmy dzisiejszą wędrówkę. Przed nami jeszcze 2:30 h na dół.
Pozostały nam ostatnie chwile na podziwianie pięknych panoram.

Grzebień Przedniego Salatyna przed nami
Pamiątkowa tablica na Przednim Salatynie
Schodzimy

Na końcu grzbietu Przedniego Salatyna znajduje się klimatyczny stolik z ławeczkami gdzie można zrobić sobie krótką przerwę przed dalszym zejściem. My wędrujemy wytrwale na dół.

Klimatyczna ławeczka na polanie
Widok na Rakoń i Wołowiec

Teraz pozostało nam już jedynie męczące i nie wygodne zejście zboczami Spalonego Żlebu. I znów była to katorga dla moich kolan, które jeszcze nie doszły do siebie po polskich Tatrach Zachodnich.

Niezbyt ciekawe i męczące zejście – szlak niebieski
Kolejne rozdroże
Spálený žlab – jeszcze z 20 minut do parkingu
Ostatnie metry przez las
Nasze miejsce startu i zarazem koniec dzisiejszej przygody – Pod Spalenou

Na tym kończy się nasza przygoda na najdłuższym odcinku grani Rohaczy. Na pewno jeszcze wrócimy w te okolice. Tymczasem serdecznie polecam tę trasę wszystkim osobom, które chciałyby obyć się ze skałami i łańcuchami przed trudniejszymi szczytami w Tatrach Wysokich, zdobyć większe doświadczenie i sprawdzić reakcję własnego organizmu na ekspozycję terenu. Poniżej jeszcze punktacja do książeczki GOT i krótki film z trasy.

PUNKTACJA GOT
Źródło: mapa-turystyczna.pl

UWAGA ! Szlaki wysokogórskie na terenie słowackiego parku narodowego w Tatrach są otwarte dla turystów od 15 czerwca do 30 października. Wycieczkę można odbyć tylko w tym terminie.

E.M.

You may also like...

2 Comments

  1. Witam,

    Kilka ładnych lat temu a może i kilkanaście, podczas planowania kolejnego wypadu w Góry wraz z grupką zapaleńców zdaliśmy sobie sprawę, że przecież Tatry to nie tylko Polska:) Zaplanowaliśmy wycieczkę właśnie na Słowację gdzie odkryliśmy "nasze" góry na nowo:) (z innej strony)

    Czy słowackie Tatry są lepsze? Hmn… Są Piękne! Równie piękne jak nasze;)

    Pozdrawiam!

    1. Witam 🙂 Również uważam, że nie można dzielić Tatr na ładniejsze i brzydsze, Polskie czy Słowackie. Tatry to Tatry: piękne, jak dla mnie najpiękniejsze góry po jakich do tej pory chodziłam. A dzięki temu że większa ich część leży po stronie słowackiej mamy okazję do odwiedzenia naszych sąsiadów i zaglądnięcia na mniej oblegane szlaki 🙂 Pozdrawiam !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *