Relacje, Tatry Polskie, Tatry Wysokie

TATRY WYSOKIE: Szpiglasowy Wierch z Doliny Pięciu Stawów – nasz pierwszy dwutysięcznik

Po ubiegłorocznych rozgrzewkach w Bieszczadach i Karkonoszach i złapaniu górskiego bakcyla przyszedł w końcu czas na Tatry. I to jak widać od razu Wysokie 🙂 Ciekawość tatrzańskich szczytów w tym roku zwyciężyła podczas planowania dłuższego małżeńskiego urlopu i znów padło na polskie góry 🙂 .

Podczas tegorocznego, sierpniowego a zarazem tygodniowego pobytu w Zakopanem Szpiglasowy Wierch był jednym z naszych najambitniejszych celów tegorocznych letnich wypraw (nie licząc Giewontu, który pojawił się w grafiku wyjazdu dosyć przypadkowo o czym w innym poście). Jak przeczytacie w dalszej części był to mój pierwszy zdobyty dwutysięcznik 🙂

Ze względu na jako takie obycie z górami i w miarę dobrą jak na nasz poziom kondycję 😉 nie chcieliśmy jedynie spacerować po łąkach i dolinach. Nie kwestionuję tutaj, że są one nudne czy też mało atrakcyjne nic z tych rzeczy, jednak troszkę adrenalinki jeszcze nikomu nie zaszkodziło a my nie przepadamy za nudą 🙂 co nie znaczy że takowych nie odwiedziliśmy podczas m.in. wychodzenia na poszczególne szlaki czy schodzenia z nich.
Wyjazd w Tatry przypadł w tym roku dokładnie na połowę sierpnia. Plusem wyjazdu była temperatura która po południu oscylowała w okolicach dwudziestu kilku stopni, a więc jak na wędrówki górskie nie było przesadnie gorąco. Nie lubię maszerować w piekącym słońcu kiedy żar leje się z nieba, ale każdy ma swoje preferencje :).
Jako ciekawostkę powiem Wam, że kilka dni przed naszym wyjazdem do Zakopca w wyższych partiach Tatr sypnęło śniegiem, ale pikuś 😉 do naszego przyjazdu biały puch znikł tak szybko jak się pojawił :).
Minusem natomiast jak to w sierpniu było ryzyko wystąpienia popołudniowych burz co w górach jest zjawiskiem normalnym jak na ten miesiąc i prognozowane opady deszczu, które mięliśmy nadzieję, że okażą się nie trafione.
Bojąc się jednak, aby pogoda nie pokrzyżowała zbytnio naszych planów co do zaplanowanych tras na pierwszy dzień wybraliśmy wejście na Szpiglas, na którym najbardziej mi zależało. Teraz z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że był to mały błąd organizacyjny z mojej strony gdyż bez wcześniejszej rozgrzewki na łatwiejszym i krótszym szlaku ruszyliśmy w pierwszy  dzień na trasę dwudziesto-kilku kilometrową a zarazem niemal całodniową co przyczyniło się do niezbyt przyjemnych zakwasów kolejnego dnia 🙂 Nie bierzcie ze mnie przykładu, na początku zacznijcie od czegoś krótszego i przyjemniejszego kondycyjnie, chyba że na co dzień jesteście aktywni fizycznie wówczas wszystkie szlaki stoją przed wami otworem :). Ja na co dzień zawodowo siedzę niestety za biurkiem a do wyjazdu nie miałam czasu się kondycyjnie przygotować. Na pewno nie zaniedbam tego elementu przed kolejnym już planowanym wyjazdem w Tatry.
Po tym przydługawym wstępie przydało by się przejść do konkretów. Mam nadzieję, że Was jeszcze nie zanudziłam 🙂
Trasa jaką przebyliśmy pierwszego dnia liczyła 23,5 km. Szacowany czas przejścia to około 9 godzin. Nam trasa ta łącznie z odpoczynkiem zajęła około 10 godzin więc nie wiele więcej.
Startujemy na trasę z parkingu w Palenicy Białczańskiej, gdzie dojeżdżamy własnym samochodem z Harrendy (tam nocowaliśmy). Z doświadczenia wiem, że jeżeli poruszacie się własnym środkiem transportu trzeba być tam wcześnie rano gdyż parking bardzo szybko się zapełnia. My dotarliśmy na miejsce o 6:50 i uwierzcie na słowo że parking nie świecił pustkami a wręcz przeciwnie wiele wolnych miejsc na nim nie uświadczyliśmy 🙂 . Niestety nie zrobiłam zdjęcia a szkoda :)Do Palenicy możecie dostać się także busem który odjeżdża z centrum Zakopanego. Busy w przeróżnych kierunkach pod szlaki odjeżdżają w większości z dworca głównego i spod baru FIS.
Niestety z moich obserwacji wynika, że pierwszy bus z Zakopanego do Palenicy odjeżdża około godziny 9:00, natomiast powrót musicie planować maksymalnie na godzinę 17:00. Później istnieje duże ryzyko, że będziecie zmuszeni łapać stopa do Zakopanego co po całym dniu wędrówki nie jest zbyt optymistyczną opcją. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na dojazd własnym samochodem.Koszt busa z Zakopanego do Palenicy i spowrotem to 20 zł (10 zł w jedną stronę od osoby). Jadąc samochodem trzeba ponieść koszt parkingu całodniowego w wysokości 20 zł.Jadąc w Tatry trzeba liczyć się z koniecznością każdorazowego zakupu biletu wstępu na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego w wysokości 5 zł/os, karnetu 7-dniowego w cenie 25 zł lub biletów grupowych.
Więcej na temat cen biletów znajdziecie pod poniższym linkiem na stronie TPN gdzie odsyłam zainteresowanych tutaj.Po zakupie biletów wstępu w budce TPN ruszamy przed siebie zaraz po godzinie 7:00 szlakiem czerwonym prowadzącym docelowo do Morskiego Oka. Stąd odbija również w prawo szlak niebieski prowadzący m.in. na Rusinową Polanę (relacja w kolejnym poście).
Zapewne większość osób była chociaż raz nad Morskim Okiem choćby z wycieczką szkolną i zna ten słynny odcinek czerwonego szlaku, a jeśli nie to wyjaśniam.
Szlak wiedzie asfaltową drogą wyłączoną z ruchu samochodów i innych pojazdów. Wszystkie busy jadące do Morskiego Oka swój kurs kończą na parkingu w Palenicy Białczańskiej, tak więc dalej albo suniemy do przodu na nóżkach albo też istnieje opcja załadować się na zaprzęg konny, ale taki biznes będzie Was kosztował 50 zł od Palenicy do Morskiego Oka i 30 zł w drodze powrotnej. Oczywiście od osoby, a więc jak widać niezbyt tanio :). 8 dych w plecy plus bilet wstępu – hm no nie wiem, ja się nie skusiłam jakoś:)Zgodnie z naszą trasą Morskie Oko będzie punktem końcowym naszej wyprawy a więc na razie mamy przed sobą 40-minutowy marsz z parkingu do Wodogrzmotów Mickiewicza. Gdyby ktoś chciał pokonać trasę w odwrotnej kolejności to oczywiście może. Pamiętajcie tylko że do Morskiego Oka czas marszu asfaltem wydłuża się do 2 godzin.Rano temperatura nie była zbyt rozpieszczająca bo oscylowała w granicach 10 stopni ale dało się przeżyć.
Pamiętajcie, że mając w planie szczyty na wysokości około 2 tys m n.p.m. i powyżej musicie zabrać z sobą coś ciepłego do ubrania a szczególnie coś nieprzewiewnego i nieprzemakalnego bo lubi niemiłosiernie wiać a pogoda może się zmienić w każdej chwili. Szczególnie latem.

Poranne mgły. Szlak czerwony do Wodogrzmotów Mickiewicza.

Po 40 minutach marszu docieramy do mostu na Roztoce i tablicy informacyjnej oraz samych Wodogrzmotów Mickiewicza. Wodospady na potoku Roztoka: Niżni, Pośredni i Wyżni wypływają z Doliny Pięciu Stawów Polskich. Ich nazwa jak przeczytamy na tablicy upamiętnia sprowadzenie do kraju prochów Adama Mickiewicza w 1891 roku. Spadająca woda wydaje charakterystyczny huk stąd też nazwane zostały Wodogrzmotami.

 

Wodogrzmoty Mickiewicza / wodospad Pośredni

Przechodzimy przez most gdzie po lewej stronie naszym oczom ukazuje się rząd toi-toi 🙂 Zapachy niestety odstraszają 🙂
Za Wodogrzmotami odbijamy w prawo na szlak zielony prowadzący do Doliny Pięciu Stawów przez Dolinę Roztoki. Teraz czeka nas wędrówka w górę po kamieniach. Od Doliny Pięciu Stawów dzieli nas jeszcze 2 godziny drogi.

Mój współtowarzysz wyprawy – początek zielonego szlaku

 

Dolina Roztoki – szlak zielony

Jak widać na powyższym zdjęciu początkowo podchodzimy po kamieniach dosyć ostro pod górę. Jest to najbardziej męczący odcinek tego szlaku, dalej jest już znacznie lepiej. Idziemy przez las  mijając kilkukrotnie malowniczy potok.

Dolina roztoki – szlak zielony
Potok w Dolinie Roztoki

Z czasem po prawej stronie ukazuje się nam piękny masyw Wołoszyna, który góruje nad całą doliną. Ścieżka zaczyna wznosić się delikatnie przez las i doprowadza nas do skrzyżowania czarnego i zielonego szlaku . Każdym z nich dojdziemy do Doliny Pięciu Stawów. Stajemy przed wyborem. Szlak czarny jest bardziej eksponowany i po 40 minutach doprowadza do schroniska nad Przednim Stawem Polskim.

Podejście pod skrzyżowanie szlaków czarnego i zielonego

 

Masyw Wołoszyna

My wybraliśmy jednak bardziej widokowy wariant (tak sądziliśmy na początku) – w dalszym ciągu podążyliśmy szlakiem zielonym, który doprowadza do największego polskiego wodospadu szacowanego na 70 metrów – Wielka Siklawa.  Wodospad spadając wywołuje potężny hałas.
Należy zachować ostrożność podczas podejścia pod wodospad gdyż skały mogą być śliskie szczególnie podczas niepogody, a samo podejście jest dosyć strome.

 

Podejście pod Wodospad Siklawa

Niezbyt pocieszający był jednak fakt, że w dolinie cały czas podążała za nami potężna mgła, która nieco później praktycznie całkowicie przysłoniła nam widoki i sam wodospad, który tak bardzo chcieliśmy zobaczyć w całej okazałości. Widoczność ograniczyła się niestety do minimum. Ale co nas nie zabije to nas wzmocni 🙂 jest pretekst do ponownego udania się do wodospadu podczas kolejnych tatrzańskich wypraw.

Wodospad Wielka Siklawa skąpany w gęstej mgle

Potężne kamienie wokół wodospadu stanowią dobre miejsce do krótkiego odpoczynku. Dolina Pięciu Stawów jest już bardzo blisko. Szlak zielony prowadzi nas dalej z lewej strony wodospadu Siklawa (uwaga ! kamienie są śliskie ze względu na rozpryskującą się wodę). Po kilku minutach docieramy  do Doliny Pięciu Stawów a naszym oczom ukazuje się Wielki Staw Polski.

Trudno w to uwierzyć ale  cała potężna mgła pozostała za naszymi plecami w Dolinie Roztoki i wokół wodospadu. Pogoda uległa diametralnej zmianie w przeciągu kilku minut.

Taki widok rozpościerał się za nami pod wodospadem

Mgła nad Wodospadem Siklawa

A taki ujrzeliśmy po kilku minutach przed sobą wchodząc do Doliny Pięciu Stawów

Dolina Pięciu Stawów

Takich cudów jak żyję nie widziałam aż do tej chwili 🙂
Podążając dalej dochodzimy do skrzyżowania szlaków. Jeśli chcielibyście udać się do schroniska należy pójść w lewo niebieskim szlakiem wzdłuż Małego, Wielkiego i Przedniego Stawu (10 min marszu i wspaniałe widoki warte zboczenia ze szlaku co uczyniliśmy 🙂  )

Mały Staw Polski

 

Wielki Staw Polski

 

Przedni Staw Polski

Po zobaczeniu stawów idziemy dalej w prawo niebieskim szlakiem i przechodzimy przez drewniany mostek nad potokiem tworzącym odwiedzony już na trasie Wodospad Siklawę. Szlak niebieski wskazuje kierunek Zawrat. A więc ruszamy.

Mostek nad potokiem w Dolinie Pięciu Stawów – szlak niebieski

 

Jak widać na powyższym zdjęciu gęsta mgła nadal pozostawała za nami i stopniowo przesuwała się nad wyższymi partiami gór.

Teraz podążamy wzdłuż Wielkiego Stawu mogąc podziwiać go w pełnej okazałości. Mijamy po drodze najpierw żółty szlak w prawo prowadzący na Krzyżne, a następnie czarny szlak na Kozi Wierch idąc cały czas niebieskim szlakiem.

 

Po kilku minutach naszym oczom ukazuje się kolejne skrzyżowanie szlaków i tym razem ruszamy w lewo na Szpiglasową Przełęcz na którą dotrzemy za niespełna 2 godzinki. Idąc dalej na wprost niebieskim szlakiem poszlibyśmy na Zawrat.

Szlak na Szpiglasowy Wierch przebiega mniej więcej tak jak zaznaczyłam to kolorem czerwonym na poniższym zdjęciu.

W drodze na Szpiglasowy Wierch

Żółty szlak prowadzi pomiędzy Wielkim a Czarnym Stawem Polskim. Przed nami widzimy Szpiglasową Przełęcz oddzielającą Szpiglasowy Wierch (po prawej stronie) od masywu Miedzianego (po lewej stronie).
Za naszymi plecami możemy z kolei podziwiać południowe zbocza Koziego Wierchu nad doliną.

Kozi Wierch widziany z podejścia na Szpiglasową Przełęcz

Początkowo szlak wiedzie nas stosunkowo łatwym i przyjemnym płaskim terenem, który z czasem przybiera postać kamiennej lecz wygodnej do pokonania ścieżki. Podejście jest dosyć strome i mozolne, uprzedzam że zmęczyć się można 🙂 ale widoki wynagradzają wysiłek.

Szlak żółty na Szpiglasową Przełęcz

Podczas podejścia możemy podziwiać z góry przepiękny Wielki Staw Polski. Cudnie prawda ? 🙂 A z oddali jak widać nadciąga mgła, miałam wrażenie jakby śledziła każdy nasz krok i podążała cały czas specjalnie w naszym kierunku 🙂

 

Im bliżej Szpiglasowej Przełęczy tym teren staje się bardziej wymagający i urozmaicony. Szlak prowadzi teraz wśród rumowiska skalnego pod Szpiglasowym Wierchem po dużych skałach.

 

Przedostatnia część podejścia przebiega zakosami przez zbocze doprowadzając nas do ostatniego a zarazem najtrudniejszego z całej trasy odcinka ubezpieczonego łańcuchami. Nie powinien on sprawić trudności lecz przy zalegającym śniegu lub opadach należy zachować ostrożność ze względu na śliskie skały. Ostatnie podejście trwa około 10 minut zatem nie jest ono długie. W sam raz żeby obyć się z żelastwem na szlaku ;).
Uspokoję wszystkich strachliwych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z Tatrami, że była to moja pierwsza trasa pokonana w Tatrach w ogóle i pierwsza na której miałam styczność z łańcuchami. Jeśli to czytacie to znaczy, że żyję, dobrze się mam i nawet nieźle mi poszło :D. Także spokojnie, dacie radę :).

Szlak żółty biegnący zakosami pod ostatnie podejście na przełęcz

Droga jaką pokonaliśmy podczas podejścia zakosami pod przełęcz widoczna z góry na zdjęciu poniżej 🙂

 

Szlak widziany z góry podczas podejścia

Jeśli ktoś nie miał jeszcze nigdy styczności z łańcuchami radziłabym na Szpiglasową Przełęcz wychodzić z Doliny Pięciu Stawów tak jak to zrobiliśmy my. Schodzenie po łańcuchach jest już nieco trudniejsze, tym bardziej że ze względu na tworzące się na tym odcinku korki trzeba przepuszczać osoby z naprzeciwka. Schodzenie przodem nie jest zbytnio bezpieczne, należało by więc schodzić tyłem co na początku może sprawiać niewielkie trudności.
Poniżej zdjęcia z łańcuchów 🙂

W połowie drogi na przełęcz

 

Ostatni odcinek – przepuszczamy schodzącego kolegę

I jesteśmy na wysokości 2110 m n.p.m. ale nie na tym koniec. Aż żal byłoby nie poświęcić jeszcze 15 minut i nie zaliczyć Szpiglasowego Wierchu z którego roztaczają się jeszcze piękniejsze widoki niż z przełęczy 🙂 Ruszamy więc w prawo do góry ciągle żółtym szlakiem.

 

Podejście nie sprawia tutaj żadnych problemów wiedzie wprost na sam szczyt po wygodnej ścieżce . Nie ma tutaj żadnych sztucznych ułatwień bo są one po prostu zbędne. Czeka nas mała wspinaczka po skałach. Bez obaw nie jest specjalnie trudno, należy jednak uważać na urwiska ponieważ jest gdzie spaść. Na wierzchołku nie ma wiele miejsca dlatego także należy zachować ostrożność ze względu na sporą ilość turystów w sezonie.

 

Podejście na Szpiglasowy Wierch

 

Szczyt Szpiglasowego Wierchu

A takie widoki roztaczają się spod Szpiglasowego Wierchu na wysokości 2172 m n.p.m.
Widać Niżni Ciemnosmerczyński Staw i Koprową Dolinę.

 

Na przełęcz schodzimy tą samą drogą gdyż innej po prostu nie ma ;).
Stąd kierujemy się do Morskiego Oka słynną ceprostradą – szeroką, wygodną i kamienną ścieżką. Nazwa żółtego szlaku może trochę obrażać, gdyż jak się przyjęło każdy cepr jest w stanie nim przejść ;).
Mgła nadal nie ustępowała i podążała za nami przysłaniając nam kolejne widoki.
Czas zejścia do Morskiego Oka to 1:45 h.

 

Ceprostrada do Morskiego Oka

 

Ceprostrada

 

Ceprostrada

Schodząc po około 45 minutach dochodzimy do szlaku czerwonego, ktory odbija na Wrota Chałubińskiego.

 

Wrota Chałubińskiego
My podążamy cały czas w dół podziwiając jego wysokość Mnicha w całej okazałości wśród chmur 🙂

 

Mnich

Roztacza się stąd przepiękny widok na Czarny Staw pod Rysami i niżej na Morskie Oko do którego podążamy.

Czarny Staw po Rysami (powyżej) i Morskie Oko (poniżej)

Po prawie dwóch godzinach dotarliśmy do Morskiego Oka gdzie chwilę odpoczęliśmy i udaliśmy się w kolejny dwugodzinny marsz asfaltową drogą, czerwonym szlakiem na parking w Palenicy gdzie zostawiliśmy samochód. Jeśli nie będzie mieć siły na tym etapie wędrówki koniki czekają :). W godzinach popołudniowych do zaprzęgów konnych są spore kolejki dlatego uzbrójcie się w cierpliwość 🙂

 

Morskie Oko

Jeśli przeczytaliście całość jest mi niezmiernie miło i czekam na Wasze komentarze i pytania pod postem. Niedługo kolejne relacje z tatrzańskich szlaków. 🙂

E.M.

Punktacja do książeczki GOT:

 

You may also like...