100 szczytów na 100-lecie niepodległości, Relacje, Tatry Polskie

TATRY WYSOKIE: Na Świnicę ze Świnickiej Przełęczy

Podobno 13 jest pechowy. Dobrze, że nie był to piątek, a niedziela. Nie jestem jednak przesądna. 13 maja pierwszy raz w 2018 roku ruszyliśmy w Tatry Wysokie. Za cel postawiliśmy sobie 2 301 m n.p.m. – Świnicę. Wyprawę podsumuję jednym zdaniem. Nie taki diabeł straszny, jak go malują.

Świnica jest, a właściwie była szczytem, który wydawał mi się nie do zdobycia. Odkąd pierwszy raz go zobaczyłam nad Halą Gąsienicową w 2016 roku, wzbudzał we mnie nieuzasadniony lęk. Już sama nazwa przyprawiała mnie o gęsią skórkę i pot na czole. Wszystkie przewodniki, opisy tras z którymi się zapoznawałam, klasyfikowały ją jako szczyt trudny, trudniejszy od podejścia na Rysy od polskiej strony. Odradzany przez wielu dla początkujących w Tatrach Wysokich. Wszystkie zdjęcia w sieci i filmy na YouTube ukazują ją w strasznym obliczu. I te łańcuchy… brrrr…. A jak to wszystko wygląda w rzeczywistości ? Czy naprawdę jest się czego obawiać ? Sprawdziliśmy na własnych nogach ;).

 


Na szczyt wybraliśmy się od strony Hali Gąsienicowej przez Świnicką Przełęcz. Starujemy w Brzezinach. Wycieczkę tego dnia wydłużyliśmy o przejście graniowe od Świnicy do Kasprowego Wierchu, które opiszę dla Was w kolejnym wpisie. Tym razem znów towarzyszą nam Janusz i Tomek (niezawodni i jak zawsze w gotowości do wyjazdu).

Cała trasa liczyła 22,9 km i 10 h na nogach.

Brzeziny – Schronisko PTTK Murowaniec 6,4 km,   2:22 h

Dlaczego wybraliśmy Brzeziny i szlak czarny ? A no pewnie dlatego, że tylko on pozostawał do tej pory dla nas zagadką. Szlak ten polecany jest szczególnie zimą jako łagodny i niezwykle bezpieczny wariant dotarcia na Halę Gąsienicową. I taki też jest. Napiszę, że jest nawet zbyt bezpieczny. W dwóch zdaniach. Jeśli zdecydujecie się na ten wariant czeka Was długa (dwugodzinna), monotonna wędrówka, lekko nachylonym terenem, przez kilka drewnianych mostków nad tatrzańskimi, szumiącymi potokami . Kamienie, kamienie i jeszcze raz nie wygodne kamienie. To najnudniejszy sposób na dotarcie na Halę ze wszystkich możliwych. Do schroniska możecie dotrzeć również szlakiem żółtym lub niebieskim z Kuźnic. Parking w Brzezinach znajduje się wzdłuż drogi przy wejściu do TPN i drewnianym domku gdzie oczywiście bulicie za bilety wstępu. My byliśmy na miejscu stosunkowo wcześnie, bo zaraz po godzinie 6:00. Kto rano wstaje, temu kasa w portfelu zostaje.

W Brzezinach parkujemy wzdłuż drogi przy czarnym szlaku i wejściu do TPN
Początek czarnego szlaku – Dolina Suchej Wody
Wędrując czarnym szlakiem przechodzimy przez kilka drewnianych mostków
Kamienie w wersji hard and big
Kamienie w wersji light and small

Po pierwszych 45 minutach docieramy do skrzyżowania szlaków czarnego (którym wędrujemy) i czerwonego. W zależności od tego, w którą stronę się udacie, możecie dotrzeć nim w godzinę do Toporowej Cyrhli lub w przeciwnym kierunku na Rówień Waksmudzką.

Na moment wychodzimy z lasu. Robi się klimatycznie i widokowo. Po lewej stronie możemy podziwiać potężny masyw Żółtej Turni. Po kolejnej godzinie docieramy do Schroniska na Hali Gąsienicowej. Jest stosunkowo wcześnie. 8:00 rano. Turyści budzą się do życia i wytaczają ze schroniska, aby ruszyć na obrane przez siebie cele. Robimy sobie tutaj krótką przerwę i ruszamy przed siebie.

Żółta Turnia po lewej
8:00 – Schronisko Murowaniec

Schronisko Murowaniec – Świnicka Przełęcz  3,5 km,2 h

Spod schroniska na Hali Gąsienicowej idziemy równolegle żółtym i czarnym szlakiem w kierunku płaskiej, niezwykle urokliwej Zielonej Doliny Gąsienicowej, będącej przedłużeniem Doliny Suchej Wody.

Za żółtymi znakami

Przed nami 2 godzinne podejście na Świnicką Przełęcz. Szlak żółty i czarny rozdzielają się pod dolną stacją krzesełkowej kolejki Gąsienicowej. Żółtym dotrzecie na szczyt Kasprowego Wierchu. My idziemy cały czas czarnym szlakiem, skręcając w lewo.

W lewo na Świnicką Przełęcz

W Zielonej Dolinie Gąsienicowej znajduje się aż 19 ze wszystkich 21 stawów gąsienicowych. Część z nich to stawki małe i okresowe (wysychające latem). Do większych, które mijamy należą : Litorowy Staw Gąsienicowy, Zielony Staw Gąsienicowy (największy w dolinie), Kurtkowiec, Czerwone Stawki, Dwoisty Staw i Długi Staw. Widoki przed nami są obłędne. Podziwiać można całą grań  od Kasprowego Wierchu po Kościelec.

Zielony Staw Gąsienicowy jest miejscem, gdzie warto się udać chociażby po to,aby usiąść i pokontemplować w otoczeniu szczytów Tatr Wysokich. Jest niezwykle piękny. Podczas naszej wyprawy spotkaliśmy tu niezwykle przyjazną kaczkę dziwaczkę, która do nas podpłynęła ;).

Zielony Staw Gąsienicowy. Nad nim po lewej Pośrednia Turnia, a po prawej Skrajna Turnia.

Pamiątkowe zdjęcie nad Zielonym Stawem Gąsienicowym. Za nami w górze Kasprowy Wierch.

Obchodzimy Zielony Staw Gąsienicowy i stajemy na skrzyżowaniu szlaków. Niebieskim powędrować można na Przełęcz Karb i dalej na Kościelec. My natomiast wędrując cały czas czarnym szlakiem zaczynamy godzinne podejście na Świnicką Przełęcz.

Wzdłuż Zielonego Stawu Gąsienicowego
W lewo na Przełęcz Karb. Prosto na Świnicką Przełęcz.

Na podejściu zalegają już tylko resztki śniegu. Dwa takie odcinki jak na poniższym zdjęciu pokonujemy szybko i bez żadnych problemów. Podejście jest męczące, a szlak pnie się mocno w górę. Trzeba przygotować się na niezły wycisk. Mijamy Kurtkowiec i Czerwone Stawki. Idziemy cały czas po dużych kamieniach. Za naszymi plecami im wyżej, tym piękniejsze panoramy otwierają się na całą Zieloną Dolinę Gąsienicową. Oprócz zmęczenia, podejście to nie powinno przysporzyć Wam żadnych większych trudności. Spójrzcie sami.

Resztki zalegającego śniegu na szlaku
1 – Kurtkowiec, 2 – Niżni Czerwony Stawek, 3 – Wyżni Czerwony Stawek
Jej wysokość Świnica po prawej
Nabieramy wysokości.
Kasprowy Wierch i Zielony Staw Gąsienicowy widziany z podejścia na Świnicką Przełęcz

Pod samą przełęczą mamy do pokonania jedną płaska płytę, która po opadach deszczu może przysporzyć nieco kłopotu. Na końcowym odcinku podejścia momentami z naszej lewej strony pojawia się znaczna ekspozycja i jest gdzie spaść. Idziemy wąską, kamienną ścieżką. W tym miejscu należy zachować ostrożność i skupienie.

Płaska, kamienna płyta pod Świnicką Przełęczą.

Meldujemy się na wysokości 2051 m n.p.m. Wieje dosyć mocno. Szlakowskaz został ubrany przez turystów w zagubione rękawiczki, po które być może ktoś się zgłosił ;). Robimy w tym miejscu krótką przerwę przed ostatecznym podejściem na Świnicę. No i zaczynamy zabawę :).

Nasy cel – Świnica widziana ze Świnickiej Przełęczy. Pierwsze odczucie: „No to będzie się gdzie wdrapać”

 

Świnicka Przełęcz –  Świnica  – Świnicka Przełęcz   1,3 km;   1:45 h 

Najmłodszego ze zdobywców wyposażamy w jeden z kasków, które mamy z sobą. Od szczytu Świnicy dzieli nas godzinne podejście. Możemy podzielić je de facto na dwa etapy. Pierwszy z nich to blisko półgodzinne podejście po dużych kamiennych stopniach, trawersem mocno do góry, bez większych trudności. Jest jedynie męczące i wymagające kondycyjnie. Momentami trzeba się nieco nagimnastykować, podnosząc wysoko nogi, aby wdrapać się na kolejne, duże kamienie. Ja ze względu na niski wzrost miałam z tym czasami problem i bardziej się męczyłam. Nie ma natomiast tragedii.

Trawersem do góry za czerwonymi znakami

Kolejnym etapem jest podejście, aż do samego szczytu w towarzystwie łańcuchów. W wielu miejscach są one rozwieszone przede wszystkim asekuracyjnie. Bez problemu można poradzić sobie bez nich. Pierwsze łańcuchu rozwieszone są nad małą, wąską rynną widoczną na zdjęciu poniżej.

Pierwsze łańcuchy na szlaku – wąska rynna

Kolejno pokonujemy tzw. Żleb Blatona. Szlak skręca w prawo. Na płaskich płytach skalnych rozmieszczone są łańcuchy. Wydaje się łatwo i w sumie tak jest. Odcinek ten nie sprawił nam problemów. Miejscami jest nieco mokro po ostatnich opadach deszczu. Niech nie zwiedzie Was wizualna łatwość szlaku. W takich momentach należy zachować szczególną ostrożność. W przypadku poślizgnięcia jest tutaj gdzie „pojechać” (urwiska poniżej). Przechodząc ten odcinek radzę trzymać się blisko ściany i łańcuchów. Podczas naszego przejścia jedna kotwica mocująca łańcuch na szlaku była wyrwana ze skały.

Żlebem Blatona
Żleb Blatona w całej okazałości
Wzdłuż łańcuchów. Po prawej podcięte urwisko.

Łańcuchy prowadzą nas Żlebem lekko w dół, do krawędzi. Tu już osoby z lękiem wysokości, przestrzeni i problemami z ekspozycją mogą mieć chwile załamania. Szlak skręca w lewo i prowadzi na drugą stronę przez kominek skalny, lub wrótka (zwał jak zwał) w którym rozwieszony jest łańcuch. Czerwoną strzałkę wskazującą kierunek marszu Wojtek zasłonił głową :P. Przechodzimy przez niego bez żadnego problemu.

W tym miejscu skręcamy w lewo za łańcuchami
Kominek. Przechodzimy na drugą stronę. Pomaga nam rozwieszony łańcuch.

Po przejściu na drugą stronę, za czerwonymi znakami pokonujemy kolejne, płaskie płyty do następnych łańcuchów. Mamy już piękne widoki na Dolinę Pięciu Stawów czy Krywań.

Do kolejnych łańcuchów. Wojtek bryluje na szlaku, pozując do zdjęć :P.

Idziemy cały czas do góry, pomagając sobie rozwieszonymi łańcuchami. Najbardziej eksponowane momenty mamy już w zasadzie za sobą. Jest ciekawie. Szlak bardzo nam przypadł do gustu. Po kilkunastu minutach docieramy do skalnej ściany i namalowanej czerwonej strzałki, która kieruje nas w prawo.

Kolejne łańcuchy
To tylko tak strasznie wygląda z perspektywy zdjęcia. W realu nie ma się czego obawiać :).
Jeszcze chwilę do góry i skręcamy w prawo
Za czerwoną strzałką

Obchodzimy skałę za znakami (tu trochę ekspozycji po prawej stronie) i podziwiamy zapierającą dech w piersiach panoramę na Dolinę Pięciu Stawów i tatrzańskie szczyty. Cudo !

Przed nami jeszcze kilka metrów w górę po skałach, pomagając sobie łańcuchami, stajemy przed ostatnim wyzwaniem. Jakim ?

Coraz bliżej szczytu.
Tomek w akcji.

Pod samym szczytem mamy do pokonania płaską, stromą skałę w mocno eksponowanym terenie. Wiele osób ma w tym miejscu problem. Najgorzej mają osoby niskie (w tym ja). Wojtek idzie pierwszy i nieco pomaga podając mi rękę. Moje krótkie nogi muszą rozkraczyć się znacznie, aby móc postawić stopę w stabilnym miejscu. Dajemy radę. To było dla mnie tak naprawdę  jedyne miejsce, w którym musiałam bardziej się skupić, zachować ostrożność i wysilić. Całe podejście poszło nam gładko, miło i przyjemnie. Świnica zaskoczyła nas mega pozytywnie.

Ostatnie wyzwanie i szczyt będzie nasz.
Szczyt Świnicy.
Ekipa na szczycie Świnicy
Panorama w stronę Kościelca i Granatów
W stronę Słowackich Tatr Wysokich
Panorama w stronę Słowackich Tatr Wysokich
Panorama na Krywań i Tatry Zachodnie
Panorama na Tatry Zachodnie

Polecamy Wam Panoramy dla Łowców Krajobrazów od Agencji Wydawniczej WIT. Panoramy z 39 szczytów Tatr Polskich, w tym ze Świnicy, znajdziecie w jednej małej, podłużnej i bardzo poręcznej książeczce (23 x 11 cm), którą możecie włożyć nawet do najmniejszej kieszonki plecaka. Dzięki niej łatwo określicie co widać ze szczytu. Niezwykle przydatna rzecz za 10 zł, którą zawsze przy sobie w górach.

KUPISZ JĄ  TUTAJ

W domu warto mieć z kolei Album od tego samego wydawnictwa „Tatry w panoramach”.  Rewelacyjne wydanie w twardej oprawie formatu A4 o wymiarach 29,7 x  21 cm. Każda panorama w nasyconych kolorach i szczegółowo opisana. Na szlak raczej nie polecamy, gdyż troszkę waży, ale do domowego studiowania topografii naprawdę polecamy !.

KUPISZ TUTAJ

 

Dzięki Januszowi, który towarzyszył nam na szlaku możemy pokazać Wam w kilkunastu minutach podejście na szczyt ze Świnickiej Przełęczy na filmie, do którego również zapraszamy ;).

 

Ze szczytu schodzimy tym samym szlakiem na Świnicką Przełęcz. Podczas podejścia myślałam sobie – „Jezu…jak ja zejdę po tych łańcuchach ? Wyjście idzie gładko, ale zejście ?”. I wiecie co się okazało ? Że w dół schodziło się nam niezwykle szybko i łatwo. Poszło jak po maśle. Nie sądziłam, że tak sprawnie znajdziemy się ponownie na Przełęczy.

Podsumowując – czyli co dla kogo ? Jak i kiedy ?

Nie uważam, aby Świnica była jakimś wybitnie trudnym szczytem. Strach ma wielkie oczy. Wszystko siedzi w naszej głowie. Oczywiście jeżeli nigdy wcześniej nie byłeś/aś w Tatrach (czy w górach w ogóle) to broń Cię Panie Boże żebyś się tam pchał/a ! Powędruj najpierw nieco po polskich Tatrach Zachodnich, aby popracować w ten sposób nad kondycją. Wyjdź chociażby na Giewont czy Sarnią Skałę, aby sprawdzić jak reagujesz na ekspozycję i czy nie masz lęku przestrzeni i wysokości. Jak było w naszym przypadku ? Zanim udaliśmy się na Świnicę w Tatrach Wysokich byliśmy jedynie wcześniej na Szpiglasowej Przełęczy i Wierchu oraz na Giewoncie  (właśnie w takiej kolejności). Później eksplorowaliśmy polskie i słowackie Tatry Zachodnie (w tym grań Rohaczy od Banikowskiej Przełęczy do Brestowej). W skali od 1 do 5 trudność Świnicy oceniamy na 3. Jest to oczywiście nasza subiektywna opinia.

Jeśli nie macie zimowego doświadczenia w Tatrach, wybierzcie się na szczyt latem lub jesienią. Po opadach deszczu szlak będzie śliski i z pewnością bardziej niebezpieczny. Wiosną musicie śledzić komunikaty TOPR, gdyż długo zalega tu śnieg (byliśmy w połowie maja, a na Świnickiej Przełęczy napotkaliśmy jeszcze jego resztki).

Jak inaczej wejść na Świnicę ?

Opisany wariant to najprostszy sposób wejścia na Świnicę. Drugą opcją jest wyjście na Zawrat niebieskim szlakiem od Doliny Pięciu Stawów Polskich lub od Hali Gąsienicowej (o wiele trudniej)  i stąd przejście na Świnicę szlakiem czerwonym. Jest to jednak wariant dla osób bardziej zaawansowanych.

UWAGA !!! Szlak turystyczny między Świnicą a Zawratem jest zamknięty do odwołania z powodu obrywu skalnego oraz zniszczenia dużego fragmentu szlaku.

Punktacja GOT

Jak zawsze dla Was punktacja do książeczki GOT z całej naszej trasy, którą przebyliśmy tego dnia. Druga część wpisu niebawem na blogu. Znajdziecie w nim opis szlaku od Świnickiej Przełęczy do Kasprowego Wierchu z  zejściem do Brzezin przez Halę Gąsienicową.

Jeśli Wam się podobało, zapraszamy to polubienia naszej strony na Facebook, aby być na bieżąco oraz do subskrypcji strony.

….. TO BE CONTINUED…

Z górskim pozdrowieniem,

Edyta/Pod szczytem

You may also like...