ZDOBYWCA KORONY POLSKICH TATR: Na Nosal i Wielki Kopieniec z Kuźnic

Nosal (1206 m n.p.m.) i Wielki Kopieniec (1328 m n.p.m.) to dwa spośród 35 szczytów wytypowanych do zdobycia w ramach odznaki Zdobywcy Korony Polskich Tatr, ustanowionej przez Klub KZKG RP.

W kalendarzu pozostały tylko dwie kartki. Nadszedł listopad a wraz z nim tatrzańska zima. TOPR ogłosił pierwszy stopień zagrożenia lawinowego, a nam zachciało się zobaczyć Tatry w zimowej odsłonie. Ruszyliśmy więc na 3 dniowy trekking. Naszym głównym celem było zimowe wejście na Kasprowy Wierch – relacja w kolejnym wpisie niebawem.

Już sama podróż na Podhale zwiastowała pierwszego dnia niezłe widoki 🙂 Było wprawdzie pochmurno i ponuro ale najważniejsze dla nas było to, że nie zapowiadano opadów deszczu. Postanowiliśmy rozgrzewkowo ruszyć tego dnia na Nosal i Wielki Kopieniec z Kuźnic i dopisać kolejne dwa szczyty do Turystycznej Korony Tatr i Zdobywcy Korony Polskich Tatr.

W podróży ku przygodzie … 🙂

Trasa na ten dzień liczyła 4 godziny i 10 km. Miało być więc lekko, miło i przyjemnie 🙂 Zapraszam na relację ze szlaku 🙂

 Źródło: mapa-turystyczna.pl

Do Kuźnic docieramy około godziny 10:00. Jest poza sezonem więc i turystów o wiele mniej w Zakopanem. O ile można powiedzieć, że tutaj kiedykolwiek jest poza sezonem.  Na Tatry zawsze jest odpowiednia pora :). Podjazd samochodem pod samą kolejkę dolną na Kasprowy Wierch jest zakazany. Parkujemy więc na 8 godzin za 15 zł przy ul. Bronisława Czecha (parking płatny na godziny nie jest opłacalny, a opcja całodniowa to 20 zł od samochodu).

Z busami odjeżdżającymi pod kolejkę na Kasprowy jest jednak mały problem. Stoi ich tu sporo, ale trzeba odstać swoje aż uzbiera się komplet pasażerów do odjazdu z ronda, zapłacić 20 zł za ekstra kurs dla naszej dwójki (biznes to biznes), bądź ruszyć z buta chodnikiem  2 km. Wybieramy ostatnią opcję nie chcąc tracić czasu. Można powiedzieć, że mamy farta, bo po chwili  łapiemy bus jadący z dworca w Zakopanem do Kuźnic i  za 3 zety na głowę w oka mgnieniu  jesteśmy w punkcie startu naszej wycieczki – pod dolną stacją kolejki.
Kupujemy standardowo bilety wstępu do parku (5zł/os)  i obieramy szlak zielony w kierunku Nosala, od którego dzieli nas niespełna godzina marszu.
Startujemy z zielonego szlaku w kierunku Nosala
W kierunku Nosala
Kamienną ścieżką lekko pod górę
Już na początku naszej wędrówki szlak lekko ale sukcesywnie wiedzie pod górę, a my razem z nim nabieramy wysokości. Idziemy łatwą chociaż niezbyt przyjemną dla naszych stóp kamienną ścieżką, zielonym a zarazem niebieskim szlakiem. Śniegu na szlaku brak i nie macie się go co spodziewać w dzisiejszej relacji. Byłam z tego powodu nieco zawiedziona bo liczyłam na piękną i zimową Polanę Kopieniec. Przeliczyłam się jak widać.
Po 15 minutach szlak niebieski odbija w prawo w kierunku Przełęczy między Kopami i prowadzi docelowo na  Halę Gąsienicową (relację z naszej wędrówki tym szlakiem znajdziecie tutaj).
My idziemy cały czas prosto, a kolejne 15 minut upływa nam na bardzo przyjemnym spacerze. Pokonujemy kolejne metry wzdłuż lasu, a po naszej lewej stronie zaczynają wyłaniać się coraz to ciekawsze widoki.
W kierunku Nosalowej Przełęczy
Za drewnianymi schodkami meldujemy się na Nosalowej Przełęczy. Na szlaku tego dnia spotykamy zaledwie kilka osób, które policzyłabym na palcach jednej ręki – obcujemy więc z Tatrami niemal sam na sam ;). Ach jak ja lubię takie chwile :).
pod Nosalową Przełęczą
Nosalowa Przełęcz – rozdroże szlaków. W lewo zielony na Nosal, w prawo żółty na Polanę Olczyską.

Nosalowa Przełęcz znajduje się na wysokości 1103 m n.p.m. Stąd kierujemy się w lewo nadal zielonym szlakiem do naszego pierwszego celu – Nosala. Przed nami krótkie, bo 15-minutowe, ale za to dosyć mozolne podejście. Szczególną ostrożność należy zachować na ostatnich metrach pod szczytem, gdzie wychodzimy po wyślizganych kamieniach. Momentami jest wąsko, a po naszej prawej stronie dosyć stromo i przepaściście.

Wygodnymi schodkami sukcesywnie w górę na Nosal

 

Początek kamieni pod szczytem Nosala

 

Wąskie podejście i przepaść po prawej stronie

 

Ostatnie metry pod szczytem

Nosal jest dosyć mocno eksponowanym szczytem o wysokości 1206 m n.p.m., z którego opada strome urwisko. Swoją nazwę zawdzięcza kształtowi skał od jego północno-zachodniej strony, które przypominają nos. Szczyt ten jest w większości zalesiony poza największymi ścianami od zachodniej strony. Nie obyło się tutaj w przeszłości bez tragedii i wypadków śmiertelnych w wyniku poślizgnięcia i upadku z wysokości.  Nosal był także celem wybieranym przez samobójców. Nie odważyłabym się rzucić w taką przepaść – musiałabym być chyba nadzwyczaj bardzo zdesperowana 😀

Roztaczają się stąd świetne widoki od Tatr Zachodnich po Wysokie m.in. : na Sarnią Skałę,  Czerwone Wierchy, Giewont, Kasprowy Wierch aż po Świnicę, Kościelec i dalej Orlą Perć do Krzyżnego.

Ze względu na dosyć duże zachmurzenie tego dnia nie udało nam się dostrzec wszystkiego co chcieliśmy (właściwie to zobaczyliśmy mało co :P), ale i tak było to kolejne świetne doświadczenie stając na szczycie, na którym jeszcze wcześniej nie byliśmy.

Słynna formacja skalna w kształcie nosa od której pochodzi nazwa szczytu
W dole Kuźnice i Polana Kalatówki a nad nią po prawej Kopa Kondracka, Małołączniak i Giewont skryty w chmurach
Panorama w stronę Świnicy, Kościelca i Kasprowego Wierchu – niestety za chmurami
Panorama w stronę Tatr Wysokich

Z Nosala można udać się dalej zielonym szlakiem do Murowanicy i zakończyć wędrówkę. My schodzimy spowrotem na Nosalową Przełęcz,  gdzie obieramy kolor żółty w kierunku Polany Olczyskiej.

Sam szlak jest bardzo przyjemny, wręcz rekreacyjny. Jedynym minusem jest nadzwyczaj dużo błota, w którym brodzimy prawie po kostki – nie przesadzam ! ;). Po większych opadach deszczu doradzam zabrać na ten odcinek stuptuty dzięki którym nie będziecie wyglądać jak po kąpieli błotnej.

Początek żółtego szlaku na Polanę Olczyską

Idziemy częściowo wzdłuż lasu, a momentami lasem by po 20 minutach zejść na  piękną polanę. Jest tutaj kilka ławek i sporo miejsca aby odpocząć na łonie natury.

Lekkie zejście na Polanę Olczyską
Początek Polany Olczyskiej
Miejsce na chwilę wytchnienia na polanie

Jesteśmy na kolejnym rozdrożu szlaków. Z Polany Olczyskiej  możecie udać się do Jaszczurówki  (znajduje się tam parking samochodowy skąd alternatywnie można rozpocząć wycieczkę) bądź w drugą stronę na Wielki Kopieniec i Polanę Kopieniec – tam też podążamy.

Kolejne 45 minut marszu dzieli nas od rozdroża pod Wielkim Kopieńcem. Przekraczamy potok, którego uderzający o kamienie nurt koi naszą duszę i jest melodią dla naszych uszu. Ach jak przyjemnie… Teraz trasa wiedzie głównie przez las cały czas sukcesywnie pod górę. Przyznam szczerze, że nieco zmęczył mnie ten odcinek szlaku.

Idziemy spokojnie miarowym tempem. Po bezwidokowym, leśnym, około półgodzinnym marszu wychodzimy z niego, a wokół możemy zobaczyć pierwsze krajobrazy.  Mijamy wiele wyciętych i połamanych drzew jak również tych zniszczonych zapewne za sprawą kwaśnych deszczy czy też innych zjawisk.

Roztaczające się wokół widoki

Na szlaku mijamy jednego turystę wracającego z Wielkiego Kopieńca, który „pocieszył” nas mówiąc, że „rano świeciło słońce i można było coś zobaczyć, a teraz to już wiele nie zobaczyły bo nadciągnęły chmury”. No to ekstra – pomyśleliśmy.

Ten odcinek dzisiejszej trasy począwszy od Polany Olczyskiej wydaje mi się jakiś taki nadzwyczaj długi i bez większych walorów przyrodniczych, o tych widokowych już nie wspominając. Ostatnie jego minuty pokonujemy idąc przez las po kamiennej ścieżce.

Stajemy na kolejnym rozdrożu szlaków. Ostatnie 15 minut podejścia na nasz dzisiejszy drugi szczyt jest nieco wyczerpujący kondycyjnie. Przygotujcie się na więc na konkretną górkę 🙂

Początkowo podchodzimy dosyć łagodnie po kamiennych schodkach…

… by po chwili rozpocząć konkretniejszy atak zakosami, aż na sam szczyt Wielkiego Kopieńca na wysokość 1328 m n.p.m. Jest to najbardziej wyczerpujący a zarazem ostatni taki etap naszej dzisiejszej wycieczki. Ale nie obawiajcie się, nie ma czego – bywało gorzej (wspominam ubiegłoroczne podejście na Ciemniak). Powiem szczerze, że w przypadku oblodzenia i śniegu trzeba by było zachować na tym odcinku szczególne skupienie i założyć przynajmniej raczki na buty.

Zakosami pod górę

Wielki Kopieniec składa się z dwóch niezalesionych wierzchołków oddalonych od siebie o niespełna 200 m.  W przeszłości wypasano tu owce aż po sam jego szczyt. Później zaniechano tej praktyki ze względu na liczne zniszczenia wyrządzone przez owce (chodziło przede wszystkim o erozję), a sam wypas kulturowy aktualnie odbywa się jedynie poniżej szczytu na Polanie Kopieniec.

Muszę przyznać, że kolega na szlaku wykrakał…, bo znów zabrakło nam słońca, szczęścia i widoków. A szkoda, bo roztacza się stąd wspaniała panorama na niemal całe Tatry od Hawrania aż po Osobitą. A my widzieliśmy w większości… chmury. No cóż… trzeba będzie w ramach rozgrzewki zawitać w te strony jeszcze raz przy nieco lepszej pogodzie :). Momentami chmury odsłaniały co nieco tworząc ciekawy i pełny tajemniczości spektakl. Zerknijcie na zdjęcia poniżej.

 

 

Żółta Turnia i Kościelec wyłaniające się zza chmur
I my na szczycie Wielkiego Kopieńca 🙂

Jakby tego było mało na szczycie zaczyna pruszyć śnieg a wiatr wzmaga na sile. Spędzamy tu około 20 minut licząc w duchu na poprawę widoczności. Nie widząc jednak nadziei na nic lepszego zaczynamy schodzić ze szczytu. Musimy jeszcze wrócić do Kuźnic a to zajmie nam około 2 godzin.

Szlak zielony zatacza  pętlę sprowadzając nas w dół z Wielkiego Kopieńca jego drugą stroną na przepiękną Polanę Kopieniec. Idziemy w iście jeszcze jesiennej kreacji szlaku. Jest cudnie mimo iż nie zastaliśmy tego miejsca w zimowej odsłonie.

Zejście zielonym szlakiem na Polanę Kopieniec

Schodząć możemy podziwiać z wyższej perspektywy całą Polanę, na której znajdują się drewniane chatki ustawione w charakterystycznym rzędzie. Jest to kolejna z tatrzańskich polan, która bardzo przypadła nam do gustu i zapadła w pamięć. Z pewnością tutaj wrócimy – być może wiosną kiedy zakwitną na niej krokusy :).

 

Tatrzańskie szczyty w chmurach nad Polaną Kopieniec
Wielki Kopieniec widziany z Polany

Z Polany Kopieniec możecie w ciągu 45 minut dotrzeć do Toporowej Cyrhli. Jest  to kolejne miejsce skąd możecie rozpocząć swoją wycieczkę.

Po ostatnich opadach deszczu grunt jest mocno nasiąknięty. Stawiając kolejne kroki czujemy jakbyśmy stąpali po gąbce nasączonej wodą. Mimo wszystko jest tu tak miło i przyjemnie, że chciałabym aby doba trwała 48 godzin. Niestety jest już po godzinie 13:00 a przed nami jeszcze dwie godziny marszu. Musimy liczyć się z tym, że o godzinie 16:00 zaczyna się ściemniać a my musimy jeszcze dotrzeć na kwaterę.

Polana Kopieniec

Do Kuźnic wracamz tą samą trasą, którą tu dotarliśmy (choć wolę zataczać pętle nie powtarzając szlaków w drodze powrotnej) podziwiając przy tym jeszcze raz otaczające nas widoki.

Z pewnością zawitamy tu kiedyś pełnią zimy, gdyż niedosyt pozostał.

Ostatnie spojrzenie na szczyty w chmurach
Ostatnie piękne panoramy dzisiejszego dnia

 

Standardowo jak zawsze zamieszczam poniżej punktację do książeczki GOT.

 

 

Do zobaczenia na szlaku,

Edyta/Pod szczytem