Relacje, Tatry Polskie, Tatry Zachodnie

TATRY ZACHODNIE: Na Giewont z Kuźnic – niebieskim szlakiem przez Dolinę Kondratową

Dziś na blogu relacja z letniego wyjścia na Giewont podczas tegorocznego pobytu w Tatrach.
Giewont był w tym roku naszym ostatnim celem i miejscem gdzie pożegnaliśmy się z pięknymi Tatrami przed powrotem z urlopu do domu i rzeczywistości. Pogoda zapowiadała się piękna i jak się później okazało był to najcieplejszy dzień z całego naszego tygodniowego pobytu.
  
Czytając liczne przewodniki i opisy tras zdecydowaliśmy się na wyjście z Kuźnic szlakiem niebieskim i powrót tą samą trasą. Jest on najbardziej popularny jeśli chodzi o wyjście na Giewont. Prowadzi przez piękną i malowniczą Dolinę Kondratową i Kondracką Przełęcz z przecudnymi widokami na Czerwone Wierchy, z której do góry kierujemy się już pod sam krzyż na wysokość 1894 m n.p.m. Ze względu na to  że w sezonie letnim Giewont jest bardzo oblegany wręcz przeżywa najazd turystów proponuję wyjście na szlak wcześnie rano. W przeciwnym razie trzeba będzie uzbroić się w cierpliwość i wyczekiwanie w kolejce pod szczytem przed odcinkiem z łańcuchami. Ze względu na wspomniane kolejki wejście na szczyt może przedłużyć się nawet o dwie godziny lub więcej.
Na Kondracką Przełęcz pod Giewontem można dotrzeć również:
szlakiem czerwonym z Doliny Strążyńskiej przez Polanę Strążyńską i Przełęcz w Grzybowcu lub,
szlakiem żółtym z Doliny Małej Łąki prowadzącym przez Wielką Polanę Małołącką.
Szlakiem żółtym kilka dni wcześniej schodziliśmy z Kopy Kondrackiej po przejściu Czerwonych Wierchów właśnie od Kondrackiej Przełęczy.
Osobiście odradzam podejście tym szlakiem z Doliny Małej Łąki. Zejście tym szlakiem nie należało do najprzyjemniejszych więc nawet nie chcę myśleć jakie było by wejście. Najogólniej mówiąc jest bardzo strome, ponad Doliną Małej Łąki swoim wyglądem szlak zaczyna przypominać gruzowisko z licznymi osuwającymi się kamieniami i kamiennymi płytami. Przy opadach deszczu może okazać się bardzo niebezpieczny. Wielu turystów mijanych po drodze podążających właśnie w górę na Przełęcz pomagało sobie przy wejściu rękami. Widać było ich zmęczenie. Stopnie które pokonujemy są dosyć wysokie. Zdarzyło mi się podczas schodzenia przejechać po kamieniach na szczęście bez uszczerbku na zdrowiu :).
Szlakiem czerwonym nie miałam jeszcze okazji wędrować więc nie podzielę się osobistą refleksją. Z opisów w przewodnikach możemy się dowiedzieć, że w dużej mierze podejście wiedzie długo przez las i również nie należy do najlżejszych.
Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo 🙂 Trasa na Giewont każdym z w/w szlaków oznaczona jest 3 gwiazdkami trudności :).
Nie jest to na pewno trasa dla przypadkowego turysty, który nigdy nie był na żadnym szlaku i na pierwszy ogień bierze na cel właśnie Śpiącego Rycerza :). Przydałoby się wejść przynajmniej na Szpiglasowy Wierch lub Przełęcz żeby obyć się z łańcuchami.
Smutne jest to, że na podejściu spotkać można nie zorientowanych w temacie i kompletnie nie przygotowanych turystów często z małymi dziećmi w Air Maxach, japonkach, klapeczkach czy sandałkach.

Wędrówka szlakiem niebieskim na Giewont i z powrotem liczy 12 km a średni czas przejścia zajmuje 6:23 h. Startujemy z Kuźnic o godz. 7:00.
Jadąc do Kuźnic parkujemy samochód na jednym z parkingów, obok ronda Jana Pawła II. Samochodem możemy dojechać jedynie do tego miejsca, gdyż aleja prowadząca od ronda do Kuźnic (pod dolną kolejkę na Kasprowy Wierch) jest zamknięta dla ruchu samochodowego. Zakaz ten nie dotyczy jedynie mikrobusów i taksówek. Busy do Kuźnic odjeżdżają co kilka chwil z ulicy Bronisława Czecha, a koszt to 3 zł za osobę. Dojście pod dolną kolejkę zajmuje spod ronda około 40 minut (2 km cały czas pod górę). My zdecydowaliśmy, że zaoszczędzimy siły na później i skorzystaliśmy jednak z podwózki :).
Oddalamy się teraz od dolnej stacji kolejki na Kasprowy Wierch i skręcamy na kamienistą drogę przed punktami usługowymi zgodnie z drogowskazem. Dochodzimy do skrzyżowania zielonego szlaku prowadzącego na Kasprowy i szlaku niebieskiego, którym podążamy dalej kierując się w prawo. Kamienista droga wiedzie cały czas lekko pod górę doprowadzając nas do kasy TPN.
Opłacamy standardowo 5 zł/os. Możemy teraz podążyć dalej prosto tą samą kamienistą drogą do góry (dojdziemy do hotelu górskiego na Polanie Kalatówki) lub odbić w lewo obchodząc polanę leśną ścieżką. Obie trasy łączą się za Kalatówkami i oznaczone są jako szlak niebieski na Giewont. Nie ma to więc większego znaczenia, którą wybierzemy.
My podążyliśmy prosto na Polanę.

 

Schronisko na Polanie Kalatówki
Na Polanie zgodnie z drogowskazem kierujemy się cały czas szlakiem niebieskim zapuszczając się w las, którym idziemy teraz wąską ścieżką po kamiennych stopniach.
Szlak wiedzie nas lekko pod górę, nie jest jednak na razie męczący. W pewnym momencie trawersując zbocze lasu przed nosem przez ścieżkę przebiegła nam sarna :). Taka pobudka na szlaku aby mieć się na baczności :).
 Po 45 minutach od wyjścia z Polany znajdujemy się na Hali Kondratowej na wysokości 1341 m n.p.m. W oddali wznosi się Kopa Kondracka (jeden z Czerwonych Wierchów) a po prawej stronie południowe zbocza Długiego Giewontu. Z Hali Kondratowej można odbić szlakiem zielonym w lewo i po 1:45 h dotrzeć na Przełęcz pod Kopą. Wielu turystów tego dnia wybrało się właśnie na Czerwone Wierchy.
Robimy tutaj dłuższy odpoczynek przed dalszym bardzo męczącym podejściem na Kondratową Przełęcz, zapoznając się z informacjami zamieszczonymi przy wejściu do schroniska (tak dla zainteresowanych) :).

 

 

Schronisko na Hali Kondratowej jest najmniejszym znajdującym się w polskich Tatrach i liczy tylko 20 miejsc noclegowych. W roku 1953 ze zbocza Długiego Giewontu zeszła kamienna lawina, a głaz o wadze 30 ton wbił się w jadalnię schroniska. Po dzień dzisiejszy w tej okolicy zalegają kamienie z czasów zejścia wspomnianej lawiny.
Sama Dolina Kondratowa zapiera dech swoim pięknem, zresztą zobaczcie sami i oceńcie :).

 

Po odpoczynku i posileniu się musimy ruszać dalej bo turystów na Polanie przybywa z minuty na minutę, a my nie chcemy wyczekiwać godzinami w kolejce pod szczytem Giewontu.
Podążamy niebieskim szlakiem łagodnie pod górę wśród kwiatów, krzewów i drzew. Początkowo wkraczamy znów do lasu. Po kilkunastu minutach wędrówki docieramy do tzw. Piekła (dolnej części kotlinki). Podejście jest bardzo męczące. Szlak prowadzi cały czas po kamiennych stopniach zakosami stromo pod górę przez piętro kosodrzewiny. Po prawej stronie naszym oczom ukazuje się zbocze Giewontu i krzyż w oddali.

 

Za naszymi plecami podczas podejścia na Kondracką Przełęcz niebieskim szlakiem
Nie wiem ile razy zatrzymywaliśmy się podczas tej godziny bo zgubiłam się podczas liczenia. Nawet prawie 4 godzinne podejście na Ciemniak dwa dni wcześniej czerwonym szlakiem było dla mnie mniej męczące niż podejście na Kondracką Przełęcz. Chyba pierwszy raz byłam aż tak zmęczona. Moja koszulka była mokra do tego stopnia jakbym ją wyprała i nie odwirowała. Miałam kilka chwil zwątpienia i chęci aby zawrócić. Do tego słońce dawało się we znaki. Przełamałam się jednak i jakoś dotarłam do zamierzonego celu…
Do Kondrackiej Przełęczy na wysokość 1723 m n.p.m. docieramy po bardzo męczącym podejściu po około półtorej godziny.
Wysiłek wynagradzały jedynie piękne widoki.
Po naszej lewej stronie podczas podchodzenia na Przełęcz

 

Za naszymi plecami
I w końcu stajemy na Kondrackiej Przełęczy gdzie robimy dłuższą przerwę po tym morderczym dla mnie wysiłku a przed ostatnim podejściem na Giewont i łańcuchami. Z Przełęczy wierzchołek Giewontu wydaje się być na wyciągnięcie ręki, jednak dla rozwiania wątpliwości jeszcze troszkę trzeba się będzie pomęczyć :).
Końcówka podejścia na Kondracką Przełęcz

 

W tym miejscu z lewej strony mamy dochodzący szlak czerwony z Doliny Strążyńskiej.

 

Za nami pięknie prezentuje się zielony szlak z Przełęczy Pod Kopą Kondracką i sama Kopa Kondracka

 

Z Przełęczy wyruszamy na szczyt. Szlak zaczyna zataczać pętlę. Na Giewont podchodzimy jego prawą stroną. Począwszy od pierwszych łańcuchów ruch jest jednokierunkowy. Od Giewontu dzieli nas jeszcze jakieś 40 minut podejścia.
Kamienna ścieżka niebieskiego szlaku doprowadza nas do pierwszego łańcucha. Jest to najciekawszy ale zarazem najbardziej wymagający etap całej wycieczki. Trudności nie są specjalnie duże, a łańcuchy w wielu miejscach pełnią przede wszystkim funkcję asekuracyjną. Największym problemem jak dla mnie były ogromnie wyślizgane kamienie po których trzeba wychodzić. Dosłownie świeciły one w słońcu niczym wypolerowane. Giewont i jego otoczenie to teren niezwykle niebezpieczny podczas burzy. Pamiętajcie o tym.
I kilka zdjęć z naszego podejścia pod krzyż  🙂
Podejście pod pierwszy łańcuch

 

Sukcesywnie w górę, pierwsze łańcuchy

 

O godzinie 9:45 jesteśmy na szczycie. Jak już ruszyliśmy po łańcuchach to nie było źle. Problemem były te nieszczęsne wyślizgane kamienie o których wcześniej wspomniałam.
Na szczycie stoi 15 metrowy żelazny krzyż, miejsca też nie jest dużo i przy tłoku w sezonie letnim należy bardzo uważać. Po północnej stronie szczytu mamy kilkuset metrową przepaść. Aż serce podchodziło mi do gardła w momencie kiedy dwóch zagranicznych turystów skakało nad tą przepaścią robiąc sobie zdjęcia i wychylając się trzymając za rękę jeden drugiego. Mało odpowiedzialne zachowanie.
Na szczycie Giewontu 🙂

 

Panorama z Giewontu na północną stronę
Zejście z Giewontu odbywa się jego drugą stroną w stosunku do wejścia. Odcinek ten również ubezpieczony jest łańcuchami. Schodzimy z powrotem do Kondrackiej Przełęczy.
Zejście z Giewontu po łańcuchach
Dalsze zejście kontynuowaliśmy niebieskim szlakiem do Kuźnic tym samym którym dotarliśmy do Przełęczy. Schodziło się już dużo szybciej.
Możecie zejść opisywanym na początku szlakiem żółtym, czerwonym lub kontynuować wycieczkę na Czerwone Wierchy.
I tak dla rozwagi jeszcze zdjęcie z kolejki na Giewont podczas naszego schodzenia z Kopy Kondrackiej dwa dni wcześniej. Zdjęcie zrobiłam około godziny 14:00 :). Myślę, że każdy wyciągnie wnioski, a komentarz jest zbędny.

Powodzenia na szlaku 🙂

E.M.

 

Punktacja do książeczki GOT:

You may also like...

4 Comments

  1. Anonimowy says:

    Ładnie "obfotografowane" łańcuchy! 🙂 …ale wcześniej taki ogólny widoczek z jakąś kobietą bliżej, która akurat się schyliła i wypięła… Moim zdaniem publikować w Necie takie zdjęcie to trochę obciach! No i nie uważam, że Szpiglasowy Wierch (ze Szpiglasową Przełęczą) jest łatwiejszy od Giewontu. Moim zdaniem trudniejszy!

    1. Witaj ! Nie wiem o którą kobietę Ci chodzi, jedyna wypięta wychodząca po łańcuchach to moja osoba, a ja mam do siebie dystans więc nie widzę w tym problemu 🙂 Dla mnie osobiście Szpiglasowy Wierch był łatwiejszy i był to mój pierwszy tatrzański dwutysięcznik który zdobyłam. Każdy w kwestii trudności może mieć inne odczucia. Giewont jak dla mnie był trudniejszy pod względem kondycyjnego podejścia pod same łańcuchy i bardzo wyślizgane skały. Pozdrawiam 🙂

  2. Giewont był moim pierwszym szczytem w Tatrach i uważam, że jest na tyle łatwy, iż nie wymaga wcześniejszego przygotowania np. zdobycia Szpiglasa. Moim zdaniem jest nawet banalniejszy, zresztą częstokroć polecany na pierwszy ubezpieczony szlak 🙂 odnośnie szlaku żółtego z Doliny Małej Łąki, to zejście stromym terenem jest zawsze bardziej uciążliwe jak podejście – uwierz są gorsze w Tatrach 😉

    1. Pewnie wszystko zależy od osoby i przygotowania, w moim przypadku osobiście dużo lepiej wchodziło mi się na Szpiglasową Przełęcz. Mnie męczyły przede wszystkim w drodze na Giewont te wyślizgane kamienie i tłumy ludzi :). Giewont nie był moim pierwszym Szczytem, bo pierwszym był Szpiglas właśnie (miłość od pierwszego wejrzenia, ale zdobyłam go piątego dnia podczas naszego pierwszego wyjazdu w Tatry. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *