100 szczytów na 100-lecie niepodległości, Tatry Słowackie, Tatry Wysokie

TATRY WYSOKIE: Krywań – narodowa góra Słowaków

Krywań jest szczytem o wysokości 2 495 m n.p.m. w słowackich Tatrach Wysokich. Poznacie go po zakrzywionym wierzchołku, od którego pochodzi jego nazwa. Często nazywany przez starszych górali „Krzywaniem” . Od roku 1935 jest uważany za narodową górę Słowaków. Corocznie odbywają się „narodowe” wejścia na ten szczyt, upamiętniające stanięcie na nim patriotycznych działaczy (16 sierpnia 1841 r). Źródła podają, że wchodzi na niego wówczas nawet 500 osób w tym samym czasie. Krywań znalazł się w słowackim hymnie czy na monetach 1, 2 i 5 eurocentów. Na jego szczycie od 2009 r. znajduje się dwuramienny, drewniany krzyż. Podczas wycieczki rozpoczęliśmy test nowych butów marki Chiruca – model Dynamic GTX. Pełny test znajdzie się na blogu po zakończeniu realizowanego projektu „100 szczytów na 100-lecie niepodległości”.

Uwaga ! W Tatrach słowackich akcje ratownicze są płatne. Nie zapomnijcie o wykupieniu polisy ubezpieczeniowej. Poprzez poniższą wyszukiwarkę znajdziecie najtańsze oferty polis na rynku.

Jak dostać się na szczyt ?

Wariant I 

Dłuższy ale łagodniejszy wariant wejścia na Krywań. Startujecie przy przystanku autobusowym i parkingu Biały Wag (słow. Podbanské Biely Váh). Idziecie przez rozdroże przy Jamskim Stawie do rozdroża pod Krywaniem i na szczyt Krywania przez Mały Krywań.

Czas przejścia: 8:20 h, dystans 14,8 km, suma podejść i zejść 1368 m

Wariant II

Na Krywań wejść możecie krótszym, ale bardziej stromym i wymagającym szlakiem zielonym z Trzech Żródeł (słow. Tri studničky) przez Gronik i dalej Rozdroże pod Krywaniem. Z rozdroża idziecie niebieskim szlakiem przez Mały Krywań na główny wierzchołek Krywania. Tą trasę wybraliśmy my. Zapraszam na relację.
Czas przejścia: 6:35 h, dystans 11,6 km, suma podejść i zejść 1365 m

Jak dojechać ?

Z domu wyjeżdżamy około godziny 3:00 nad ranem. Jedziemy autostradą w kierunku Krakowa. Z Dobczyc zgarniamy Kasię, naszą niezawodną towarzyszkę górskich wojaży ;). Jedziemy drogą krajową nr DK7 w kierunku Rabki Zdroju. Następnie DK nr 47 przez Nowy Targ i DK nr 49 przez Białkę i Bukowinę Tatrzańską. Granicę polsko – słowacką przekraczamy w Jurgowie. Nie ma się gdzie zgubić. Jedziemy trasą nr 66 przez Zdziar i za miejscowością Tatrzańska Kotlina (Tatranska Kotlina) skręcamy w prawo na trasę nr 537 biegnącą wzdłuż Tatr Wysokich.

Przejeżdżamy przez Tatrzańską Łomnicę i Szczyrbskie Jezioro (słow. Štrbské Pleso). Parking Tri studničky, z którego startujemy na szlak znajduje się przy drodze po prawej stronie. Nie jest on jakiś ogromny, ale wcześnie rano powinniście się jeszcze wepchnąć. O 7:00 zajmujemy jednak jedno z ostatnich miejsc. Opłata za całodniowy postój samochodu wynosi 5 euro.

Na szlak marsz… czyli o tym jak pogoda potrafi nas zaskoczyć

Pogoda rankiem była fatalna. Dojeżdżając na parking zaczynało padać, a przed samochodem widoczność kończyła się dosłownie na odległości kilku metrów. Niesamowita mgła pozbawiła nas jakichkolwiek widoków, podczas dojazdu na miejsce startu. Prawdę mówiąc, całkowicie straciliśmy tego dnia nadzieję że cokolwiek uda się zobaczyć. Obstawiałam nawet opcję zawrócenia ze szlaku, jeśli sytuacja się nie poprawi. Szkoda nam było jednak naszej czterogodzinnej podróży. Meteogram nie zapowiadał niczego dobrego. Ruszyliśmy jednak przed siebie za biegnącymi równolegle zielonymi i czerwonymi oznaczeniami szlaku.

Wskakujemy w nowe trekkingi. Pierwsze wrażenie ? Niezwykle miękkie wkładki i stabilność nogi. Od pierwszego kroku czuć masywność butów. Pierwsze kilka metrów pokonujemy asfaltową drogą. Wokół nas podziwiamy kwitnącą kosówkę wierzbową, która zawsze robi na mnie wrażenie i coś przypominającego czerwoną jarzębinę. Widoków brak. Asfalt po chwili zmienia się w wygodną ścieżkę.  Pierwszy szlakowskaz wskazuje, że od Krywania dzieli nas 4 godziny wędrówki. Widniejący na nim napis Bývalá Važecká chata nawiązuje do nieistniejącego już Schroniska Ważeckiego, które było punktem startu wielu turystów w wędrówce na Krywań, a które spłonęło w 1999 roku.

Bývalá Važecká chata – 1 180 m n.p.m.
Widoczność jak na załączonym zdjęciu – podziwiamy więc otaczającą nas przyrodę 🙂

Po 15 minutach przekraczamy drewniany mostek i przechodzimy obok  zabudowań. Płynie tu tatrzański potok, gdzie możecie uzupełnić zapasy wody, która jest wyśmienita. Skąd wiem ? Bo sama sprawdziłam to w drodze powrotnej, kiedy zapasy się skończyły ;). Stajemy przed kolejnym szlakowskazem. Na Krywań 3:45 h wędrówki. Szlak zielony skręca w prawo i zaczynamy podejście pod górę przez las. Koniec dobrego. Zabawę czas zacząć.

Przechodzimy przez Krywańską Polanę
W prawo, szlakiem zielonym na Krywań

Idziemy zakosami przez las uzyskując wysokość. Mijamy oznaczenie wskazujące na znajdujący się obok szlaku schron. Z opisów internetowych dowiedziałam się wcześniej, że to nic ciekawego więc nie zbaczamy z obranego kierunku. Mówiłam Wam już, że mamy szczęście do pogody ? Ku naszemu zdziwieniu zza gęstej mgły zaczyna po jakimś czasie wyłaniać się Krywań. Drzewostan jest mocno zniszczony co zauważycie na poniższych zdjęciach.

Przez gęsty las sukcesywnie do góry
Tatrzańska natura
Krywań majaczący we mgle i mocno zniszczony drzewostan leśny

Wąską ścieżką, po różnej wielkości kamieniach idziemy kolejno wśród wysokich traw i kosodrzewiny. Mgła powoli ustępuje. Chmury zaczynają swój podniebny spektakl. Jest cudnie ! A do nas powraca nadzieja na widokowe bum na szczycie Krywania.

Bez wytchnienia pniemy się w górę
Tatrzańska magia

Dalszy przebieg szlaku pośród kosodrzewiny
Za nami nie widać nic
(Prawie) cała ekipa na szlaku – przed nami błękitne niebo

Wspominając ostatnie wyjście na Kozi Wierch i to jak z każdym kolejnym krokiem miałam ochotę zawrócić, tego dnia było zupełnie inaczej.  Szło mi się rewelacyjnie. W ogóle nie odczuwałam zmęczenia pomimo, że wiedziałam, iż stanę na szczycie jedynie o 4 metry niższym od najwyższego szczytu Polski.

Szybko osiągamy wysokość. Pogoda płata nam figle i bawi się z nami w chowanego. Przed nami wyłania się w końcu niemal w całej okazałości Krywań… by po chwili zniknąć.

a za moment znów nie widać zupełnie nic. Eh…

Wędrujemy w kierunku Wielkiego Krywańskiego Żlebu. Po kosówce nie widać już śladu. Przechodzimy przez wysokogórskie hale. Im bliżej celu jesteśmy, tym otaczający nas krajobraz staje się coraz bardziej surowy. Zaczynamy podejście po dużych skałach, które będą nam towarzyszyć już do samego szczytu. Docieramy na Rozdroże pod Krywaniem (nazywane też Rozdrożem w Krywańskim Żlebie) na wysokości 2 120 m n.p.m. Tu szlak zielony łączy się z niebieskim biegnącym z parkingu Biały Wag (opisany na początku tego wpisu wariant I wejścia na Krywań).

W stronę Rozdroża
Na Rozdrożu w Krywańskim Żlebie

Na poniższym zdjęciu po prawej stronie widać przebieg szlaku zielonego, którym szliśmy. W dół opada Krywański Żleb.

Ostateczne podejście

Na szczyt Krywania z rozdroża prowadzi stąd tylko jeden szlak – niebieski. Ruszamy więc przed siebie. Zanim staniemy na wysokości 2495 m n.p.m. przejdziemy przez nieco niższy Mały Krywań (2 334 m n.p.m.).

Tam idziemy

Zaczynamy mocne podejście po dużych kamieniach. Jest dosyć stromo. Na szlaku nie napotkacie żadnych sztucznych ułatwień. Mogą pojawić się tu pierwsze nieznaczne problemy. Turystów zaczyna przybywać, a w tym miejscu zaczynają tworzyć się małe zatory. Szlak skręca w lewo prowadząc południową granią Krywania.

Niebieskim szlakiem w górę
Pierwsze mocne podejście
Szlak skręca w lewo
Szlak za naszymi plecami
Za niebieskimi szlakami w lewo i do góry w prawo za skałami

Pierwsze trudności za nami. Teraz aż na szczyt Małego Krywania idziemy łatwą kamienną ścieżką. Cały czas oczywiście nabieramy wysokości. Buty dobrze trzymają się skały. Byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni faktem, że pod stopą nie czuć kamieni i nierówności. Trzeba  przyznać, że amortyzacja spisywała się na medal. Przed nami znów zaczyna wyłaniać się Krywań.  Z lewej strony podziwiamy tatrzańskie szczyty wybijające się ponad chmurami, płynącymi po błękitnym niebie. Z Małego Krywania roztacza wspaniała panorama na Mały i Zielony Staw Ważecki w Dolinie Ważeckiej. Nie dotrzecie tam niestety żadnymi znakowanymi szlakami turystycznymi, gdyż jest to teren ochrony ścisłej. Możecie jednak rozsiąść się wygodnie i rozkoszować widokami z pierwszego, osiągniętego tego dnia szczytu. Przy dobrej pogodzie możecie zobaczyć w oddali Rysy, Gerlach czy Wysoką.

Ostatnie metry przed Małym Krywaniem
Po lewej stronie podziwiamy tatrzańskie szczyty skąpane w chmurach
Na pierwszym planie Jamska Grań a u jej podnóża Zielony Staw Ważecki – panorama z Małego Krywania
Na Małym Krywaniu z Krywaniem w tle – 54 szczyt w projekcie „100 szczytów na 100-lecie niepodległości”

Jeżeli usłyszałabym pytanie dotyczące szlaku na Krywań, a dokładnie ostatniego odcinka, zapewne odpowiedziałabym, że nie jest on banalny.

To właśnie ostateczne podejście na szczyt sprawić może Wam najwięcej trudności. Szlak przebiega stromo, po dużych głazach, a momentami płaskich kamiennych płytach. W kilku miejscach przydatne byłyby łańcuchy, których nie ma. Przy suchym szlaku powinniście sobie poradzić. Po opadach deszczu może być jednak niebezpiecznie. Ze względu na to, że jest gdzie spaść (w tym bardzo łatwo zsunąć się w dół) warto zachować koncentrację. Podejście jest mocno techniczne. Określam tym mianem szlaki, na których trzeba się skupić i nieco nagimnastykować, popracować rękoma i zastosować trzy punkty podparcia w praktyce, żeby móc bezpiecznie znaleźć się na szczycie.

Podejście na Krywań było dla nas jak dotąd najtrudniejszym, z jakim musieliśmy się zmierzyć. Jeśli miałabym porównać je do innego tatrzańskiego szlaku to wg. mnie podejście i zejście ze Świnicy od strony Świnickiej Przełęczy było o wiele prostsze (m.in. dzięki sztucznym ułatwieniom w postaci łańcuchów). 4/5 gwiazdek określających trudność w przewodnikach, nie jest więc przesadzone.

Ponad to Krywań jest bardzo popularnym szczytem w Tatrach Słowackich, przez co turystów na nim nigdy nie brakuje. Zarówno na podejściu jak i podczas zejścia ze szczytu, w najbardziej problematycznych miejscach tworzą się zatory i długie kolejki. Część osób schodziła wręcz na tyłku, zsuwając się po skałach. Uważać musicie również na głowę. Obok nas kilkukrotnie spadały mniejsze, czy większe kamienie, strącone przez inne osoby. Łatwo również zgubić z oczu znakowanie szlaku i znaleźć się w eksponowanym terenie o bardzo sypkim podłożu.

Rozpoczynamy podejście na Krywań
Morze chmur w Krywańskim Żlebie
No to w górę…
Przebieg szlaku za nami – podejście widziane z góry

Poniżej na zdjęciu jeden ze skalnych kominków i płaska płyta, która sprawiała  niewielki problem. Widać to po kolejce jaka utworzyła się na zejściu. Niestety nie przyspieszycie w tym miejscu i musicie uzbroić się w cierpliwość. Osoby podchodzące na szczyt, zazwyczaj przepuszczały osoby schodzące.

Jedno z trudniejszych miejsc na szlaku
Po płaskich kamieniach do góry
Szlak za nami i osoby schodzące. Jak widać nie mają łatwo.
Ostatnia płyta i jesteśmy na szczycie Krywania

Wybiła godzina zero. O 12:00 jesteśmy na szczycie. Nie spieszyło się nam, więc podejście zajęło nam 5 godzin. Spędzamy tu dobre 45 minut podziwiając widoki, fotografując i pałaszując to co przynieśliśmy ze sobą. Miejsca jest bardzo dużo więc każdy odnajduje swój własny kamień szczęścia na tę stronę Świata, która najbardziej go interesuje. Podziwiamy tatrzańskie szczyty ponad chmurami. Z Krywania roztacza się cudowna panorama na Niżni Teriański Staw i wznoszące się nad nimi słowackie  Tatry Wysokie w tym : Lodowy Szczyt, Rysy, Łomnicę, Wysoką czy Gerlach. Przy dobrej pogodzie oczywiście. Nam niestety chmury nieco przysłoniły to, co chcieliśmy zobaczyć. Świetnie widać stąd również szczyty leżące na Orlej Perci oraz grań od Świnicy po Pośredni Wierch Gorczykowy i dalej szczyty Tatr Zachodnich, aż do Barańca.

Szczęśliwi na 55 szczycie do tegorocznego projektu

A poniżej kilka panoram ze szczytu.

Panorama ze szczytu na Niżni Teriański Staw i szczyty Tatr Wysokich
Tabliczka na szczycie upamiętniająca wejście patriotycznych działaczy w roku 1841 (Michala Milosav i Ľudovíta Štúr)

Panorama na szlak niebieski ze szczytu Krywania
Panorama w stronę polskich Tatr Zachodnich i Tatr Wysokich zasnutych chmurami

Z Krywania i dalej na parking schodzimy tym samym szlakiem. Przed 13:00 na szczycie zrobiło się strasznie tłoczno. Trzeba było się więc ewakuować na dół. Pogoda całkowicie nie przypominała tej z godzin porannych. Niebo się wypogodziło, a słońce dawało się nam we znaki. Dopiero podczas zejścia mogliśmy podziwiać tak naprawdę to, czego nie zobaczyliśmy rano. A sam szlak również wyglądał w godzinach popołudniowych zupełnie inaczej. Momentami miałam wręcz wrażenie, że nim nie szłam. Jak ta pogoda potrafi namieszać w głowie człowiekowi :).

Pora wracać – wszystko co dobre szybko się kończy
Jakby ktoś poukładał te kamienie celowo
Pogoda jak z bajki
Kasia wpatrzona w … coś 😉 wśród wysokogórskich hal

Rano z pewnością nie powiedziałabym, że zobaczę taki krajobraz jak na poniższym zdjęciu, podczas zejścia ze szczytu. Jak w bajce !

Droga do raju

Schodzimy kolejno przez pasmo kosodrzewiny, a następnie przez długi i niestety nudny las. Z jego poziomu świetnie widać przynajmniej Krywań, na którym byliśmy. Z dołu wygląda on naprawdę niesamowicie. Trudno uwierzyć, że jeszcze kilka godzin wcześniej wygrzewaliśmy się na nim w promieniach letniego słońca. Zejście jest dla mnie bardzo męczące i strasznie mi się dłuży. Momentami mam wrażenie jakby czas stał w miejscu, a ja razem z nim.

Wśród kosodrzewiny
Przez las za zielonymi znakami
Piękny Krywań – tam byliśmy
Do parkingu już niedaleko
I jeszcze jeden rzut okiem na ten piękny szczyt, który zapamiętamy na bardzo długo

Na parkingu meldujemy się około godziny 17:00. Pora pożegnać się ze Słowacją. Ale niedługo znowu tu wrócimy.

Zapraszam Was również do oglądnięcia krótkiego filmu z podejścia na Krywań poniżej

<

Buty Chiruca GTX – pierwsze użycie, pierwsze wrażenie

Doskonała amortyzacja, niesamowicie miękka wkładka, gruba podeszwa Vibram, świetne wiązania, przyczepność do podłoża i wygląd zewnętrzny to wg. nas najważniejsze zalety tego modelu. Nigdy wcześniej, aż do momentu wsparcia naszego projektu „100 szczytów na 100- lecie niepodległości” nie używaliśmy trekkingów marki Chiruca. Wycieczka na Krywań była zatem pierwszym testem tego modelu, a zarazem obuwia tej marki. Jest to dosyć sztywny, ważący 650 g but wysoki, dobrze chroniący kostkę. Na nodze podczas marszu nie czuć jednak jego wagi, co również pozytywnie nas zaskoczyło.

Brakuje nam w nim jedynie gumowego otoku na przodzie, który dodatkowo chroniłby but przed mechanicznymi uszkodzeniami. Przód jest pomimo tego dobrze usztywniony i twardy, przez co chroni palce u stóp.  Ze względu na moje bardzo delikatne pięty doznałam nieznacznych obtarć. Nigdzie wcześniej ich nie rozchodziłam i pewnie w tym leżał mój błąd. Buty są już po rozbiciu u szewca więc mam nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy. Wojtek natomiast nie miał zastrzeżeń. Buty szybko dopasowały się do jego stóp.

Pierwsze wrażenie – pozytywne. Po dłuższych testach w zróżnicowanych warunkach i terenie podzielimy się z Wami szczegółową recenzją na blogu.

Doprowadziły nas na szczyt, niech więc sobie popatrzą.

Przyda się na szlaku

W górach korzystamy z map Agencji Wydawniczej WIT. Na Słowację polecam Wam zestaw dwóch map 2 w 1 Tatry Polskie i Słowackie w podziale na Tatry Wysokie i Zachodnie. Skala 1 : 25 000 jest doskonała.

KUPISZ JE TUTAJ

Polecam Wam Panoramy dla Łowców Krajobrazów od Agencji Wydawniczej WIT. Panoramy z 39 szczytów Tatr Słowackich, w tym z Krywania, znajdziesz w jednej małej, podłużnej i bardzo poręcznej książeczce (23 x 11 cm), którą możesz włożyć nawet do najmniejszej kieszonki plecaka. Dzięki niej łatwo określisz co widać ze szczytu. Niezwykle przydatna rzecz za 10 zł, którą zawsze przy sobie w górach, a którą mamy zawsze ze sobą.

KUPISZ JĄ TUTAJ

W domu warto mieć z kolei Album od tego samego wydawnictwa „Tatry w panoramach”.  Rewelacyjne wydanie w twardej oprawie formatu A4 o wymiarach 29,7 x  21 cm. Każda panorama w nasyconych kolorach i szczegółowo opisana. Na szlak raczej nie polecamy, gdyż troszkę waży, ale do domowego studiowania topografii naprawdę polecamy !.

KUPISZ TUTAJ

Punktacja z trasy do książeczki GOT poniżej

Jeśli Wam się podobało, zapraszamy to polubienia naszej strony na Facebook, aby być na bieżąco oraz do subskrypcji strony.

Na Krywań powędrowaliśmy w butach marki Chiruca – sponsora projektu „100 szczytów na 100-lecie niepodległości”

Edyta/ POD SZCZYTEM

You may also like...

4 Comments

  1. Startując faktycznie z parkingu trzeba doliczyć ok 2x800m. Trasa wychodzi ok 13km i suma podejść ok 1420m.
    Trasa trudna ale widziałem na niej dziewczynkę 8 letnią i pieski.
    Patrząc na Wasze zdjęcie podpisane „W stronę Rozdroża” na prawo kilkadziesiąt metrów wstecz warto wypatrywać w dole świstaki. Widziałem co najmniej 3 i pierwszy raz w życiu słyszałem ich „gwizdy”.
    A gdzie „Partyzancki Bunkier”? 🙂

    1. Nie zboczyliśmy do bunkra po drodze niestety 🙂

  2. Na Krywań weszłam w całkowitej mgle i nie zobaczyłam żadnego widoku. Lodowaty wiatr potęgował odczucie zimna. Jedyną frajdę sprawiło mi przejście tych ścianek pod szczytem. Obeszliśmy je idąc ściśle granią. Na pewno była to trudniejsza, ale i bezpieczniejsza wersja przejścia. Przynajmniej nikt mi kamieni na głowę nie zrzucał. A na Krywań pójdę kiedyś znowu, ale przy lepszej pogodzie 🙂

    1. Jasne że tak, Krywań nie ucieknie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *