Relacje, Tatry Polskie, Tatry Zachodnie

TATRY ZACHODNIE: Na Kończysty, Jarząbczy i Starorobociański Wierch z Siwej Polany

Człowiek sam sobie to robi. Idzie w góry wyznaczając ambitne cele, czasami nawet zbyt ambitne. Zadaje sobie ból w trakcie wędrówki nią samą i po (to już ból uzasadniony będący konsekwencją w postaci zakwasów bądź naciągniętych ścięgien mówiący: „hola hola chyba troszkę było za dużo…!” ). Cierpi przez 2-3 dni no max do tygodnia mówiąc, że to koniec, że więcej nie pojedzie. Ale po tygodniu lub dwóch  jest znów gotowy do działania, planuje kolejne trasy i szczyty do osiągnięcia. To co zobaczył podczas wędrówek po górach i pozostało w jego pamięci jednak zwycięża. Bo widoki ze szczytu są… niezapomniane, a zdjęcia mimo iż są fantastyczną pamiątką i wspomnieniem nie oddają piękna gór nawet w połowie :).

Tak było i u nas tego dnia. Po ostatnim wejściu na Wołowiec cierpiałam kondycyjnie (po). Ale trzy tygodnie później zapomnieliśmy o wszystkim tym co nieprzyjemne, a pamiętaliśmy jedynie cudne widoki. Kolejny w tym roku wyjazd w Tatry planowany był na niedzielę 18 czerwca. W grafiku był „atak” na Tatry Zachodnie słowackie i szczyty wznoszące się nad Doliną Rohacką w tym Salatyn. Ze względu jednak na niepokojące prognozy pogody tzn. opady deszczu ze śniegiem przez cały długi weekend czerwcowy (poza czwartkiem właśnie) musieliśmy zmienić nasze plany. Szczytowanie przełożyliśmy (przyspieszyliśmy) na 15 czerwca.
Zakaz poruszania się po Tatrach słowackich powyżej schronisk obowiązuje do dnia 15 czerwca włącznie ze względu na ochronę przyrody. Woleliśmy więc nie ryzykować, aby nie natrafić na nadgorliwych tego dnia Słowaków. Jakoś niezbyt optymistyczny byłby fakt otrzymania mandaciku. Słowacja nie ucieknie. Trasę pykniemy w sierpniu.
Tymczasem zdecydowaliśmy się znów na Tatry Zachodnie i wejście na pozostałe 3 dwutysięczniki po polskiej stronie (w sumie to na granicy 😉 : Kończysty, Jarząbczy i Starorobociański Wierch. Kolejne szczyty do projektu „Tatrzańskie Dwutysięczniki”, który realizujemy. Jeśli nie czytaliście jeszcze relacji z wejścia na Wołowiec przez Grzesia i Rakoń to odsyłam Was tutaj.

Nasza trasa: Siwa Polana — > Polana Trzydniówka — > Trzydniowiański Wierch (1765 m n.p.m.) — > Kończysty Wierch (2002 m n.p.m.) — > Jarząbczy Wierch (2137 m n.p.m.) —  > Kończysty Wierch –> Starorobociański Wierch (2176 m n.p.m.) — > Siwy Zwornik (1959 m n.p.m.) — > Siwa Przełęcz (1812 m n.p.m.) — > Starorobociańska Dolina — > Siwa Polana

Szacowany czas przejścia: 9:53 h,  długość 23,78 km, przewyższenia 1641 m
W skrócie  zapraszam na szczegółową relację z kondycyjnego hardkora :).
Pobudka standardowo wcześnie bo 2:30 nad ranem. Robimy kanapki, pijemy kawę i jemy coś przed drogą. Plecaki spakowane dzień wcześniej. Jeszcze herbatka do termosu na rozgrzanie bo temperatura ma być niezbyt wysoka i wyjeżdżamy o godzinie 3:30. Podróż poszła nam całkiem sprawnie. Bez żadnych problemów.
W drodze do…
Na parkingu w Siwej Polanie meldujemy się o godzinie 6:10. I znów powtórka z rozrywki sprzed trzech tygodni. Pan z kasą biletową wyskakuje zza rogu (pomyślałam „chłopie od której Ty tu już stoisz ??? „). Samochodów na parkingu jak na tak wczesną godzinę było już bardzo dużo. Nic jednak dziwnego bo miał to być pierwszy i ostatni dzień dobrej pogody w ten długi weekend. Budka z biletami wstępu jest jeszcze zamknięta. Kto rano wstaje temu kasa w kieszeni zostaje ;).
Parking Siwa Polana

Ubieramy trekkingi i ruszamy przed siebie nudną i długą Doliną Chochołowską aż do Polany Trzydniówka. Opis przejścia i zdjęcia z doliny zobaczycie w relacji z Wołowca tutaj. Wędrówka ta zajmuje nam około 1:20 h.

Jeszcze nieco zaspani budzimy się do życia jak tylko wkraczamy na odbijający w lewo czerwony szlak prowadzący z Polany Trzydniówka na Trzydniowiański Wierch. Polana Trzydniówka znajduje się na wysokości 1081 m n.p.m. Musimy wyskrobać się już na samym początku na wysokość 1765 m n.p.m. Można więc się domyślać, że łatwo nie będzie. Jeśli wierzyć szlakowskazom przed nami 2 h mozolnego podejścia.
Czerwony szlak na Trzydniowiański Wierch

Szlak czerwony od samego początku pnie się cały czas mocno w górę. Aktualnie w Dolinie Chochołowskiej trwa zrywka i wywóz drzewa.  Pierwsze metry podejścia są dodatkowo utrudnione przez leżące na środku gałęzie bądź drzewo na szlaku, przez które trzeba się jakoś przetoczyć. Większość szlaku przebiega monotonnie przez las.

No to w górę…

 

Gałęzie na szlaku

 

Widok z podejścia za nami

Podążamy w górę po kamiennych stopniach tzw.  Krowim Żlebem.  Stopnie im dalej tym w moim odczuciu są wyższe.  Może też dlatego, że zrośnięta jakaś nie jestem ;). Musiałam dosyć wysoko podnosić nogi aby pokonać kolejne. Niektóre sięgały mi aż do kolan. Wędrujemy w cieniu zakosami cały czas sukcesywnie w górę wśród drzew. Szlak przypomina mi momentami wejście na Gęsią Szyję. Relacja dla zainteresowanych tutaj.

Kamienna ścieżka wprowadzająca w las

 

Kamienne schodki

 

Mała przeszkoda na szlaku
Sukcesywnie w górę przez las po kamiennych stopniach

Po ponad godzinie wkraczamy w piętro kosodrzewiny i wychodzimy z lasu. Można więc w końcu co nieco zobaczyć.  Szlak prowadzi nas teraz przez północny grzbiet Trzydniowiańskiego Wierchu tzw. Kulawiec. W końcu ukazują się nam przepiękne widoki na Tatry Zachodnie: Kominiarski Wierch, grań ciągnącą się od Grzesia do Wołowca, Ornak oraz Starorobociański Wierch. W dole widać również Polanę Chochołowską.

Idziemy przyjemną ścieżką wśród kosodrzewiny. Jedynym utrudnieniem są tutaj duże korzenie, które dosyć efektywnie się prezentują 🙂

Z widokiem na Starorobociański w oddali

 

Mały tor przeszkód

 

Za nami. Widok na Podhale

 

Pośród kosodrzewiny
Trzydniowiański Wierch tuż tuż…

 

Ostatnie metry
Łopata, Wołowiec, Rohacze na drugim planie

 

Zapatrzona, zamyślona

 

Starorobociański Wierch

Ostatnie podejście na Trzydniowiański Wierch prowadzi szeroką niezbyt męczącą ścieżką. Słoneczko zaczyna świecić coraz mocniej przez co zrzucamy pierwsze warstwy naszej odzieży.

Jeśli ktoś w tym punkcie chciałby zakończyć swoją wycieczkę może zejść do Polany Chochołowskiej czerwonym szlakiem robiąc pętelkę. My podążamy dalej zielonym szlakiem na Kończysty Wierch, pierwszy z trzech zaplanowanych na dziś dwutysięczników. Mamy przed sobą około godziny marszu.
Trzydniowiański Wierch 1765 m n.p.m.

Z zielonego szlaku na Kończysty Wierch roztacza się rozległa panorama od Starorobociańskiego Wierchu aż przez Wołowiec, Rakoń i Grzesia.

 

 

Panorama z Trzydniowiańskiego Wierchu

Szlak zielony jest bardzo atrakcyjny widokowo ale i męczący. Ścieżka wiedzie najpierw w dół na Przełęcz pod Szyją i trawersuje zachodnie zbocze Czubika (1846 m n.p.m.). 

Czubik

 

Za naszymi plecami

 

Zostawiamy za sobą Trzydniowiański Wierch
Czubik za nami

Docieramy w końcu do Dudowej Przełęczy skąd szlak na Kończysty Wierch pnie się mocno w górę. Wygląda to dosyć „poważnie”. Nie jest wcale lekko, trzeba się nieco napocić na podejściu. Idziemy jednak wolnym równym krokiem robiąc krótkie przerwy i napierając na kijkach i bez większych trudności dostajemy się na w końcu szczyt na wysokość 2002 m n.p.m.

Cały czas do przodu 🙂

 

Poczułam duszę fotografa – takie artystyczne ujęcie 😉

 

Podejście na Kończysty za naszymi plecami

 

Jak się można było spodziewać tu również nie ma żadnego szlakowskazu, który wskazywałby na to że właśnie przekroczyliśmy wysokość dwóch tysięcy metrów. To znaczy się jest, ale nieco zubożony…

Taki oto szlakowskaz na szczycie Kończystego Wierchu 2002 m n.p.m.

Trochę ten fakt rozczarowuje. Rozsiadamy się jednak wygodnie na szczycie w słońcu na wysokości 2002 m n.p.m.i pałaszujemy nasze zapasy podziwiając te wszystkie piękne panoramy wokół, które ukazują się naszym oczom.
Przed nami wznosi się nad Raczkową Doliną nasz kolejny cel: Jarząbczy Wierch, a obok niego Jakubina lub Raczkowa Czuba jak kto woli. W dole w słońcu mienią się Raczkowe Stawy: Zadni, Suchy i Przedni.
Czyż można było wymarzyć sobie lepsze miejsce na drugie śniadanie ?

 

Raczkowe Stawki z bliższej perspektywy

 

Starorobociański Wierch po naszej lewej stronie podczas pałaszowania drugiego śniadania

Jak zapewne zauważyliście na zdjęciach grzbiety Tatr Zachodnich zaczynają już nabierać zielonego koloru. Wiadomo, że nie jest to jeszcze aż tak intensywna zieleń jakiej można spodziewać się tutaj pełnią lata, ale i tak jest pięknie. Słońce oświetla zbocza, niebo jest bezchmurne, pogoda naprawdę nam dopisała. Jedynym minusem był wiatr, który na każdym szczycie wiał nieco mocniej przez co odczuwalna temperatura oscylowała niewiele powyżej zera.

 Z Kończystego Wierchu udajemy się czerwonym szlakiem na Jarząbczy Wierch. Szlak wiedzie nas główną granią. Widoki są tak piękne, że nie wiadomo gdzie się rozglądać (najlepiej jednak patrzeć pod nogi ;P). Wędrujemy około 40 minut. Po prawej stronie pięknie prezentuje się  Grześ, Rakoń, Wołowiec oraz Rohacze. Po lewej z kolei fantastycznie wznosi się Starorobociański Wierch a za nim widać Bystrą (najwyższy szczyt Tatr Zachodnich) na Słowacji. W dole możemy z bliska podziwiać  malownicze, mieniące się w słońcu stawy w Dolinie Raczkowej. Na zboczach wspaniale kwitnie Sasanka biała (alpejska) i Lepnica bezłodygowa.
Raczkowe Stawy w słońcu

 

Starorobociański Wierch, Bystra i Raczkowa Dolina widziana z podejścia na Jarząbczy Wierch
Sasanka biała (alpejska)

No wprost wspaniale widać nasz cel: Jarząbczy Wierch a obok niego słowacką Jakubinę (Raczkową Czubę).

Do pokonania mamy dwie niewielkie trudności w postaci form skalnych. Trzeba nieco wspomóc się rękoma. Te jednak nie stanowią dla nas jakiegoś dużego problemu i po 40 minutach stoimy już na Jarząbczym Wierchu na wysokości 2137 m n.p.m.). Poniżej zdjęcia z przejścia.

W kierunku Jarząbczego Wierchu

 

 

Przeszkoda numer 1 🙂

 

Za nami Kończysty i Starorobociański Wierch

 

 

Przeszkoda numer 2 🙂 na lajciku wdrapujemy się do góry  🙂

 

Z trochę innej perspektywy…

 

Jarząbczy Wierch 2137 m n.p.m.

Z Jarząbczego Wierchu podziwiamy rozległą panoramę na słowackie Tatry Zachodnie. Szczególnie okazale wygląda z tej perspektywy Wołowiec oraz Rohacze: Ostry i Płaczliwy.

Panorama z Jarząbczego Wierchu w stronę Wołowca i  Słowackich Tatr Zachodnich

Wierzchołek Jarząbczego Wierchu (słow. Hrubý vrch) położony jest w całości po słowackiej stronie. Granica państwa biegnie główną granią przez jego przedwierzchołek. Sam Jarząbczy Wierch należy do szczytów grani Otargańców w słowackich Tatrach Zachodnich. Wznosi się on nad polską Doliną Jarząbczą i słowackimi dolinami: Raczkową i Jamnicką.

 Robimy zdjęcia i na Kończysty Wierch wracamy tym samym szlakiem, który nas tu zawiódł. Odpoczywamy chwilę, jemy co nieco dla wzmocnienia i rozpoczynamy ostatnie już podejście na najwyższy szczyt polskich Tatr Zachodnich a mianowicie Starorobociański Wierch.

Wędrujemy nadal czerwonym szlakiem tym razem jednak w drugą stronę. Robimy kilka zdjęć przy słowackim szlakowskazie kierującym do Raczkowej Doliny i ruszamy.

Na Raczkowej Przełęczy 1945 m n.p.m.

Przed nami prawie godzinne podejście na szczyt. Szlak prowadzi zakosami najpierw łatwą ścieżką lecz za chwilę cały czas pnie się już sukcesywnie dość mocno pod górę. Podłoże jest piarżyste i dosyć kruche. Starorobociański wygląda naprawdę okazale. Trzeba więc się spiąć w sobie i skumulować resztki sił. Łatwo nie było przyznaję, ale daliśmy radę. Na szlaku napotykamy kozice, które widać, że dobrze się bawią nie zważając w ogóle na turystów. Ja co chwilę przystaję żeby nacieszyć oczy widokami i cyknąć kolejną fotkę. Nie wiem nawet ile ich w sumie zrobiłam, ale było ich dużo :).

Na Starorobociański Wierch

 

Koleżanki … 🙂

 

Zostawiamy za sobą Kończysty Wierch

 

Napieramy i do góry

 

Panorama na Jarząbczy Wierch, Wołowiec i Rohacze z podejścia na Starorobociański Wierch

 

Idziemy, idziemy, nie ociągamy się 🙂

 

Szczyt Starorobociańskiego Wierchu (słow. Klin)  i rozległa panorama 2176 m n.p.m.

Na szczycie znów nie ma żadnej tabliczki z nazwą szczytu. Obok słupka granicznego stoi zamiast niego ułożony kamienny kopczyk. Miejsca jest tu dosyć dużo a sam szczyt jest nieco inny niż wszystkie, na których byliśmy w Tatrach Zachodnich. Bardziej przypomina Tatry Wysokie ze względu na skały.  Turystów również nie brakuje. Rozpościera się stąd wspaniała panorama na całe Tatry Zachodnie. Szczególnie okazale prezentuje się stąd Błyszcz i Bystra. Pora odpocząć, pyknąć kilka fotek a później na dół.

Małe tłumy na szczycie

 

Chwila odpoczynku. A w tle za nami słowacka  Bystra.
Zdjęcie z cyklu „Jest cool, suszymy ząbki panowie”. W tle Błyszcz i Bystra
Panorama w stronę Ornaku i Tatr Wysokich

 

Kopczyk na szczycie

Ze Starorobociańskiego Wierchu kierujemy się czerwonym szlakiem przez Gaborową Przełęcz na Siwy Zwornik. Zaczynamy dosyć męczące pół godzinne zejście. Szlak wiedzie zakosami ostro w dół po nie wygodnym,osypującym się piarżystym podłożu i luźnych kamieniach. Konieczne było zachowanie maksimum uwagi aby nie pojechać przy niepewnym kroku w dół. Za mną schodził turysta, któremu dosyć się spieszyło. Co kilka kroków widziałam jak się potyka i jedzie w dół. Zastanawiałam się tylko kiedy pojedzie po tych kamieniach metr za daleko i przy okazji mnie podetnie. Ale jakoś udało się bezpiecznie zejść.

Dopiero na tym etapie naszej dzisiejszej wędrówki kolana zaczęły dawać mi się we znaki i poczułam zmęczenie.
Zejście czerwonym szlakiem na Siwy Zwornik

 

 

Widok na szlak czerwony i Starorobociański Wierch za nami

Podczas zejścia po prawej podziwiamy Błyszcz i Bystrą wznoszące się nad Gaborową Doliną. Na wprost roztacza się widok na Ornak, Kominiarski Wierch, Ciemniak i Krzesanicę.

 

Błyszcz (od lewej),  Bystra (po prawej) nad Gaborową Doliną

Na Gaborową Przełęcz prowadzi również szlak zielony od strony słowackiej właśnie przez Gaborową Dolinę.

Gaborowa Przełęcz  (słow. Gaborovo sedlo) 1938 m n.p.m. a za nami na drugim planie Bystra

Jesteśmy na Siwym Zworniku na wysokości 1965 m n.p.m. Ze szlaku czerwonego wskakujemy teraz na szlak zielony w kierunku Siwej Przełęczy, od której dzieli nas jeszcze 15-20  minut wędrówki.

Siwy Zwornik 1965 m n.p.m.

 

W kierunku Siwej Przełęczy
Szlak jest  nadal bardzo widokowy. Nie stwarza również żadnych trudności. Spoglądamy jeszcze ostatni raz za siebie żegnając się ze Starorobociańskim – głównym bohaterem dzisiejszego dnia.
Wędrujemy  przez Siwe Turnie. Miejscami szlak wznosi się dzięki Bogu lekko pod górę. Mam już dosyć schodzenia i nawet podejście pod górę nie sprawia mi w tym momencie żadnych trudności. Ból kolan za to dopiero przed nami…
Żegnamy Starorobociański – ostatnie spojrzenie za siebie

 

Przed nami – panorama w kierunku Ornaku

 

Szlak zielony na Siwą Przełęcz

 

Słoneczne spektakle na zboczach

 

Widok na Dolinę Starorobociańską

 

Panorama na Kominiarski Wierch, Ciemniak i Krzesanicę
Meldujemy się na Siwej Przełęczy na wysokości 1812 m n.p.m. Spotykamy się tam z grupką kolegów, którzy robią tę samą trasę ale od drugiej strony i kierują się właśnie na Starorobociański. Przystajemy więc na chwilę, łapiemy oddech i wymieniamy się spostrzeżeniami z przebytej trasy.
Z Siwej Przełęczy można kontynuować wędrówkę zielonym szlakiem przez Ornak aż do Iwanickiej Przełęczy, skąd żółtym szlakiem przez Dolinę Iwanicką dotrzecie do Doliny Chochołowskiej.
My zgodnie z planem wkraczamy jednak na czarny szlak prowadzący długą, nudnawą i demolującą kolana jak się okazało Doliną Starorobociańską.
Wielkie Jamy po naszej lewej

Początek szlaku nie wygląda źle. Jeśli by kształtował się tak do samego końca byłabym w siódmym niebie. Ale to za piękne marzenie aby mogło być prawdziwe. Po przejściu przez kosodrzewiny szlak zaczyna coraz stromiej prowadzić w dół na przemian po sypkim piarżystym podłożu i kamieniach często dosyć dużych.
Robimy w tym miejscu dłuższą przerwę, jemy bułeczki na wzmocnienie a ja obwiązuję kolana opaskami elastycznymi licząc na to, że choć trochę zmniejszę uciążliwość zejścia i ból kolan. Na wiele się to jednak nie zdało. Staram się myśleć o czymś innym niż o bolących kolanach i coraz bardziej bolących stopach od tych cholernych kamieni. Szlak wprowadza nas w las momentami wyprowadzając na łąkę.
Po drodze dostrzegamy po lewej stronie lawinę kamienną, która zeszła nad Doliną Starorobociańską.

Początek czarnego szlaku

 

Ukochane kamyczki
Szlak czarny wprowadza nas w las

 

Lawina kamienna po lewej
No i jesteśmy… w lesie

 

Szacowany czas przejścia czarnym szlakiem do Doliny Chochołowskiej to prawie 2,5 godziny. W moim odczuciu szliśmy co najmniej właśnie tyle jeśli nie dłużej ze względu na ból nóg.
Dodatkowo pod koniec napotykamy utrudnienia w postaci kolein na szlaku będących efektem wywózki drzewa oraz leżące na środku gałęzie przez które trzeba się jakoś przedrzeć. Wokół leży bardzo dużo ściętych drzew czekających na swoją kolej. Szlak czarny wydaje się ciągnąć w nieskończoność. Końca nie widać…

Wychodzimy z lasu

 

Mało wrażeń więc przeszkoda na szlaku się przyda

 

Koleiny na szlaku

 

Kiedy to się skończy…

Docieramy do skrzyżowania szlaków czarnego i żółtego (z Iwanickiej Przełęczy). Stąd idziemy jeszcze 10 minut i łączymy się ze szlakiem zielonym prowadzącym przez Dolinę Chochołowską, którym rano zaczynaliśmy naszą wędrówkę. Ostatnia ciuchcia tego dnia już odjechała… nogi wchodziły nam do …. a tu trzeba było dymać jeszcze 40 minut na parking w Siwej Polanie. Takiego bólu kolan i stóp jak tego dnia jeszcze nie doświadczyłam…

 

Nieciekawa mina po dwunastu godzinach wędrówki
Na parking docieramy kilka minut po godzinie 18:00. Trasa łącznie z przerwami na szczytach zajęła nam lekko 12 godzin. Teraz przed nami pozostał jeszcze 3 godzinny powrót do domu. Na szczęście obyło się bez korków na zakopiance.
Pomimo pięknych widoków dzisiejszego dnia postanawiam w najbliższej przyszłości że „nigdy więcej zachodnich od polskiej strony”. Nie lubię zresztą powtarzać szlaków, którymi już szłam. Jest tyle innych pięknych miejsc w Tatrach, że w to zapewne szybko nie zawitam :).Dziś kiedy piszę dla Was tę relację jest niedziela. Nogi już nie bolą, zakwasy minęły. Można planować więc kolejne szczyty. Trzeba teraz pozwolić organizmowi się trochę zregenerować po wysiłku.Trasę podsumuję dwoma słowami: NIEZŁY HARDKOR !
Liczyłam się z tym, że lekko nie będzie, ale nie myślałam, że moje nogi zostaną aż tak „zmasakrowane”… :)Dokładną relację zdjęciową z trasy możecie oglądnąć w facebookowym albumie: tutaj.Zapraszam również na krótką relację filmową :
Punktacja do książeczki GOT
Do zobaczenia na szlaku,
E.M.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *