Beskid Żywiecki, Relacje

BESKID ŻYWIECKI: Na Babią Górę i Sokolicę – pętla z Przełęczy Krowiarki

 Pogoda zapowiadała się wręcz jak z bajki. Idealna. Wszystkie prognozy trąbiły o temperaturze co najmniej 20 stopni Celsjusza i bezchmurnym niebie w pierwszy weekend kwietnia. Nie mogliśmy inaczej spędzić tej niedzieli jak tylko w górach. W końcu wypadało godnie rozpocząć sezon górski 2017 ;).
Początkowo skłaniałam się ku wyjeździe w Tatry Zachodnie i podziwiania krokusowych dywanów, jednak widząc co działo się w Dolinie Chochołowskiej oraz na Kalatówkach – odpuściłam. Nie miałam jakoś ochoty, przepychać się na ścieżce w tłumie ludzi i wysłuchiwania wrzasków dzieciaków, stania godzinami w korkach na zakopiance i do kasy biletowej.

Podczas gdy tego dnia w Chochołowskiej padł turystyczny rekord pod względem ilości turystów, a wszyscy oszaleli na punkcie fioletowych kwiatków, my zamiast szukać krokusów, pojechaliśmy poszukać… śniegu 😀 I to gdzie ? A no w Beskid Żywiecki, a dokładnie na Babią Górę.

Zaplanowaliśmy na ten piękny dzień trasę liczącą 13,6 km, a szacowany czas jej przejścia (oczywiście w warunkach letnich to 4 h 50 min). Nam trasa ta łącznie z przerwami zajęła około półtorej godziny więcej:
Nasza trasa:
Przełęcz Krowiarki – Schronisko Markowe Szczawiny – Babia Góra – Sokolica – Przełęcz Krowiarki
Ale zacznijmy od początku 🙂 
Aby dotrzeć do Przełęczy Krowiarki (gdzie zaczynał się nasz niebieski szlak), mieliśmy do przejechania 192 km, co przełożyło się na prawie 3 godzinną nudę w samochodzie. Kierować musicie się na Zawoję. Ze względu na to, że trasa jaką zaplanowałam nie była zbyt długa, postanowiliśmy odespać nieco sobotni pracowity dzień i wyruszyliśmy w drogę o godzinie 7:00.
Przy Przełęczy Krowiarki, zaraz przy głównej drodze, znajduje się dosyć duży parking samochodowy (opłata całodniowa wynosi 10 zł), na którym się zatrzymujemy. Nie sposób się zgubić. Przed godziną 10:00 zajęliśmy jednak ostatnie miejsce, więc lepiej dotrzeć tutaj nieco wcześniej. Przy parkingu znajduje się TOI-TOI gdyby kogoś sytuacja zmusiła, jednak zapachy nie należą w nim do najwspanialszych, jak to zwykle w takich miejscówkach bywa ;).
W domku informacji turystycznej kupujemy bilety wstępu do Parku Narodowego (5 zł/os), przybijamy pieczątki w książeczce GOT z naszego punktu startu i ruszamy na szlak po godzinie 10:00.

 

Przy wejściu do parku jest możliwość wyboru jednego z dwóch wariantów wejścia na Babią Górę. Możecie wyruszyć nieco dłuższym szlakiem niebieskim w kierunku Schroniska PTTK Markowe Szczawiny, bądź też krótszym ale bardziej męczącym podejściem szlakiem czerwonym przez Sokolicę. W każdym z dwóch wariantów można zrobić pętlę, niezależnie od której strony wejdziecie na szlak, bądź też wrócić tą samą trasą (odsyłam do mapki trasy na początku wpisu). My wybieramy wariant pierwszy i kierujemy się w stronę schroniska.

 

Decydując się na wybór szlaku, którym dotrzemy na Babią, szperałam trochę w necie. Rozważałam: szlak czerwony czy niebieski ? Spotkałam się z wieloma komentarzami i opiniami, że szlak niebieski do schroniska jest nudny, bez widoków i właściwie to nie ma większego sensu się tam zapuszczać. Jako, że ja to ja i zawsze robię wszystko po swojemu, postanowiłam to sprawdzić na własnych nogach ;). Poza tym był to nasz pierwszy wyjazd w góry w tym roku, a dojście niebieskim szlakiem do schroniska stanowiło (jak się później okazało) świetną rozgrzewkę dla nóg, przed późniejszym dalszym podejściem.

Krótko mówiąc, dojście niebieskim szlakiem do schroniska to bułka z masłem. W moim odczuciu trasa jest niezwykle przyjemna, szczególnie w piękny słoneczny dzień. Przez 1:45 h wędrujemy, a właściwie spacerujemy niemal płaską ścieżką, pozbawioną trudności i kamieni pośród drzew, mijając spadające potoczki. Światło słoneczne przebijało się przez korony drzew, ptaki śpiewały przywołując wiosnę, a woda w potokach uspokajająco szumiała. Pomimo, iż widoki są mocno ograniczone z powodu drzew to i tak polecam tę trasę dla osób, chcących nieco odpocząć i doznać wyciszenia.

 

 

 

Po dwudziestu minutach marszu docieramy do miejsca zwanego Mokrym Stawkiem. Cóż… dziwna nazwa, bo któż widział suchy stawek ? 😀
Prowadzą do niego schodki, którymi zejść można nad sam jego brzeg, równocześnie schodząc ze szlaku.

 

Nad Mokrym Stawkiem

Wracamy ponownie na szlak i ruszamy dalej w stronę schroniska.
Szlak raz jest suchy, raz lekko oblodzony. Nie ma jednak tragedii. Oblodzenie można spokojnie obejść bokiem, nie posiadając raczków czy nakładek antypoślizgowych.

 

Docieramy do skrzyżowania szlaków niebieskiego i zielonego, którym można dostać się bezpośrednio na Sokolicę Percią Przyrodników w ciągu 45 minut. My idziemy dalej przed siebie nie zbaczając ze szlaku.

 

I widok za nami (poniżej) :). Cisza, spokój, praktycznie zero turystów, śpiew ptaków i słońce. Czego można chcieć więcej ?
Wokół szlaku na zboczach lasu zalegało jeszcze bardzo dużo ubitego śniegu, którego im dalej na szlaku tym było więcej, miejscami nawet do 100 cm, co widać poniżej ;).

 

Podążając niebieskim szlakiem, docieramy do kolejnego skrzyżowania szlaków przed schroniskiem tym razem niebieskiego i żółtego, którym również można dotrzeć bezpośrednio na Babią Górę. Szlak żółty jest jednak zamknięty w okresie zimowych ze względu na zagrożenie lawinowe. Poza tym jest on znacznie trudniejszy, od pozostałych w tej okolicy, gdyż zawiera na jednym z odcinków łańcuchy i klamry. Zwany jest Percią Akademików. Po letnim przejściu pokażemy Wam ten szlak bardzo dokładnie ze wszystkimi szczegółami :).
Około godziny 12:00 pomiędzy drzewami wyłania się Schronisko PTTK Markowe Szczawiny. Samo w sobie jest niezwykle efektownym i nowoczesnym schroniskiem. Zatrzymujemy się w nim na szybki obiad i przybijamy przy okazji pieczątki w książeczce GOT.
Spod schroniska mamy jeszcze 1,5 godziny podejścia na Babią. Oczywiście pewnie w tym czasie byśmy się wyrobili gdyby nie było śniegu. Ze względu jednak na jego dużą ilość i trudniejsze niż zwykle warunki na szlaku czas się nam nieco wydłużył.
Pierwszym i ostatnim punktem przed Babią Górą do jakiego się teraz kierujemy jest Przełęcz Brona. Zgodnie z oznakowaniem dzieli nas od niej pół godzinne podejście. No to w drogę, na szlak czerwony :).
Już od samego wejścia na czerwony szlak, można poczuć lekkie zmęczenie, gdyż od razu zaczyna on piąć się w górę.
Podejścia utrudniał śnieg, przez który kamienie na szlaku były dodatkowo śliskie.  Pomocne na całym szlaku czerwonym okazały się kijki trekkingowe, dzięki czemu mogliśmy wbijać się w śnieg, podczas gdy nasze buty zjeżdżały w dół przy kolejnych krokach w bardziej stromym terenie.
Pierwsze podejście szlakiem czerwonym od strony schroniska
Słońce przepięknie świeciło a wokół było coraz to więcej śniegu. Szlak raz wiódł nas płaską ścieżką wśród drzew, raz pod górę. Beskid Żywiecki zmiennym jest :).
Przed nami jedno z kilku kolejnych podejść które przysporzyło nam nieco problemów, ale tycich… nie dużych znaczy się :).
Z kijkami jak już mówiłam, dałam radę, choć jechałam co chwila na dół próbując wdrapać się coraz wyżej. Taka syzyfowa praca, można powiedzieć.
Po podejściu szlak znów na chwilę się wypłaszcza, wyprowadzając nas z lasu, by po chwili do niego ponownie wprowadzić.

 

Wojtek postanowił zejść dosłownie metr ze szlaku i sprawdzić jak dużo jest śniegu… Dalej postanowił się nie zagłębiać, ciekawość nie zwyciężyła. Nie miałam ochoty wydzierać go spod śniegu :D.
I ostatnie z podejść na Przełęcz Brona, które przysporzyło wielu problemów większości turystom, których mijaliśmy na szlaku. Zaobserwowałam, że sprawdzał się system schodzenia w systemie tzw. pupnym. Zjazd na czterech literach na dół był zjawiskiem powszechnie widocznym w przypadku osób bez żadnych podkładek antypoślizgowych czy raczków.

 

 

Wiosenne bazie 🙂

 

Ostatnie metry przed Przełęczą Brona

 

Widok za naszymi plecami na Beskid Żywiecki

 

Przełęcz tuż, tuż…
No i jesteśmy na Przełęczy Brona na wysokości 1408 m n.p.m., z której roztacza się przepiękna panorama na Beskid Żywiecki widoczny poniżej.
Panorama z Przełęczy Brona

 

Z Przełęczy możecie pójść dalej zielonym szlakiem na Małą Babią Górę i Przełęcz Jałowiecką . My idziemy docelowo, tak jak zaplanowaliśmy na Babią Górę równocześnie trzema szlakami: czerwonym, zielonym i niebieskim. Zgodnie z oznaczaniami mamy przed sobą jeszcze godzinę wędrówki.
Za nami: widok na Przełęcz Brona i panorama

 

Początkowo idziemy płaską ścieżką wśród drzew. Po chwili zaczynamy kolejne podejście wśród śniegu i kosodrzewiny. Krajobraz iście zimowy. Wszyscy pojechali szukać krokusów, a my znaleźliśmy… śnieg, bo u nas nie było go wcale :).

 

Im bliżej szczytu tym piękniejsze widoki ukazują się przed nami.

 

Dalsza trasa aż do samego szczytu Babiej Góry prowadzi po suchych kamiennych stopniach, które od razu skojarzyły mi się ze szlakiem na Śnieżne Kotły w Karkonoszach. Relację znajdziecie  tutaj.

 

Takie widoki roztaczają się z podejścia za naszymi plecami. Prawda, że pięknie ? 🙂 Kto nie widział na własne oczy niech żałuje :).

 

 

I ostatnie podejście po słynnym rumowisku na szczyt Babiej Góry na zdjęciu poniżej.
Po stronie słowackiej szczytu znajduje się kamienny obelisk z tablicą upamiętniająca Jana Pawła II i jego pielgrzymki na Słowację. Ufundowany został przez mieszkańców czterech słowackich wsi. Umieszczone są na nim napisy w języku polskim, niemieckim i angielskim .

 

 

 

Rolę wiatrochronu na szczycie pełni kamienny 10-cio metrowy mur, wybudowany przez turystów z rumowiska Babiej Góry.
I jeszcze widok z Babiej na nasz szlak.
Z nazwą szczytu wiąże się kilka legend.
Jedna mówi, iż jest to postać kobiety, która czekała na kochanka zbójnika nad przełęczą Krowiarka, a kiedy zobaczyła, że inni zbójnicy niosą jego ciało skamieniała z żalu.
Zgodnie z przesłaniem innej, szczyt ten to stos kamieni wysypany przez babę olbrzyma.
Trzecia legenda mówi, że w jaskiniach znajdujących się na Babiej Górze zbójnicy trzymali swoje wybranki.
Inną nazwą Babiej Góry jest Diablak. Nazwa ta wywodzi się z kolei z ludowych przekazów, mówiących, że na szczycie diabeł budował zamek dla zbójnika. Kiedy zamek był już na ukończeniu zapiał kur, budowla rozsypała się i pogrzebała zbójnika. Podobno podczas burzy słychać tutaj dźwięk jego ciupagi . Z historią tą wiążą się inne ludowe nazwy szczytu: takie jak Diabli Zamek lub Diable Zamczysko.
Babia Góra to najwyższy szczyt w Beskidzie Żywieckim, przez co nazywana jest Królową Beskidów. Jest to równocześnie najwyższy szczyt w Polsce znajdującym się poza pasmem tatrzańskim.
Warunki atmosferyczne są tu bardzo zmienne. Z tego też powodu Babią Górę nazywa się często Kapryśnicą czy też Matką Niepogód.
Niestety nie było zbyt dobrze widać Tatr pomimo pięknej pogody. Widok przesłaniała nam jakby mgła. Ciężko powiedzieć czy była to faktycznie mgła, smog, czy po prostu trafiliśmy na gorszy dzień i widoczność. No cóż, kolejny raz stwierdziłam, że nie można mieć wszystkiego.

 

Z Babiej Góry schodzimy szlakiem czerwonym do Przełęczy Krowiarki robiąc pętlę. Czas dotarcia do punktu, skąd wyruszyliśmy szacowany jest na 1:45 h. Zanim jednak tam dotrzemy dzieli nas około godzina marszu do kolejnego szczytu: Sokolicy.
Szlak czerwony jest znacznie bardziej widokowy niż  niebieski, którym szliśmy na początku.
W przypadku dobrej widoczności cały czas po prawej stronie towarzyszy wędrowcom przepiękna panorama na Tatry a z lewej na Beskid Żywiecki. Idziemy otwartym terenem wśród wysokiej kosodrzewiny.

 

Przed nami

 

Za nami

Ciekawe było to, że śnieg jakby bawił się z nami w chowanego. Raz brodziliśmy w nim niemal po kostki, a za chwilę szlak wyglądał tak jakby zimy tutaj nie było. Szliśmy po suchych kamieniach, a po śniegu nie było śladu. Zresztą sami zobaczycie na zdjęciach poniżej.

 

 

Podziwiamy widoki 🙂

 

 

 

Zanim dotrzemy do Sokolicy po drodze mijamy Gówniak i Kępę. Do tego miejsca spokojnie mogliśmy wędrować bez żadnych dodatkowych wspomagaczy na buty. Uważać musieliśmy na zapadający się śnieg, gdyż momentami można było przy kolejnym kroku, znaleźć się jedną nogą po kolano w śniegu, nie mówiąc już o możliwości  zwichnięcia nogi.

 

 

 

Widok w stronę Tatr

 

Szlak za nami

 

 

Śnieg się z nami bawi 🙂

 

Wędrujemy wśród kosodrzewiny

 

I znów nie ma śniegu

 

 

Zapadający się śnieg na szlaku

Z dojściem od Kępy do Sokolicy już tak kolorowo nie jest. Poniżej prezentacja uchwytu kosodrzewiny, czyli z cyklu ratujemy się jak możemy żeby nie zjechać na tyłku w dół ;).

Jest grząsko i ślisko, a dodatkowo szlak zaczyna miejscami ostro schodzić w dół.

I poniżej ten sam odcinek,widziany z dołu, który jakoś udało się pokonać przy użyciu kosodrzewiny i kijków. Na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach i urazów :).

Tak wyglądała dalsza część szlaku, no nie powiem bo poczułam nogi :). Zaspy były coraz większe i coraz głębiej brnęliśmy w śniegu. Szczerze powiedziawszy, momentami nie wiedziałam czy idę szlakiem czy obok niego.

 

 

Docieramy znów do skrzyżowania ze szlakiem zielonym, tym razem jednak z drugiej strony pętli. Podążamy nadal sukcesywnie czerwonym szlakiem.

No i jesteśmy, dotarliśmy do Sokolicy znajdującej się na wysokości 1367 m. Widoki są przepiękne, nie mogłam się napatrzeć. Z wysuniętego punktu widokowego widać cały szlak, który pokonaliśmy idąc od Babiej Góry w dół.

 

 

Ostatni etap zejścia czerwonym szlakiem do Przełęczy prowadzi utwardzonymi schodkami cały czas w dół. Ten odcinek był niemiłosiernie  oblodzony. Zostaliśmy zmuszeni do schodzenia lasem obok nich. No niestety :).

 

 

Dopiero pod koniec schodzenia ze szlaku przybrał on iście wiosenny a nawet letni wygląd 🙂
Do Przełęczy Krowiarki docieramy około godziny 16:00 i wracamy do domu. Na pewno powrócimy tutaj latem, aby pokonać żółty szlak Percią Akademików i udać się na inne okoliczne szczyty.

Krótki film z wypadu na Babią Górę poniżej 🙂

Do zobaczenia na szlaku 🙂

Prawidłowe wypełnienie książeczki i punktacja GOT z przebytej trasy:
 
Przełęcz Krowiarki – Szkolnikowe Rozstaje    BZ.02      3 pkt
 
Szkolnikowe Rozstaje – Schronisko PTTK Markowe Szczawiny  BZ.02       5 pkt
 
Schronisko PTTK Markowe Szczawiny – Babia Góra  BZ.02 10 pkt
 
Babia Góra – Sokolica   BZ.02  3 pkt
 
Sokolica – Przełęcz Krowiarki   BZ.02  3 pkt
 
 
Łącznie suma zdobytych punktów:  24 pkt
 

You may also like...